Nie było aż tak źle jak myślałam, chociaż widziałam, że Behemoth’owi zaraz uczy odpadną. Chyba strasznie go wkurzałam, a w dodatku spędził z moim irytującym charakterem prawie cały dzień. W zasadzie to był bardzo ciekawy dzień, w końcu jeszcze nigdy nie byłam w mieście. Wcześniej cały czas siedziałam w willi i nikt mnie nie wypuszczał, więc to była miła odmiana. Behemoth chyba zasłużył na nagrodę, jeszcze żaden pies nie mógł tak długo ze mną wytrzymać. Więc gdy już chciał wracać zdecydowałam się mu to powiedzieć.
- Yyy… Behemoth ? – Zapytałam spokojnym, trochę cichym głosem.
- Co znowu ? – Już był chyba wkurzony moim ciągłym gadaniem, bo powiedział tak jakby chciał zaraz zdechnąć.
- No więc, nigdy nie widziałam kogoś kto po spędzeniu tylu godzin ze mną nie wpadł w depresję. Wiesz depresja prowadzi do choroby, a choroba do śmierci, więc mam nadzieję, że jej teraz nie masz przeze mnie . No, ale nie o tym chciałam Ci powiedzieć. Możliwe, że w tamtej sprawie masz trochę racji i też chciałam Cię przeprosić, bo pewnie byłam strasznie wnerwiająca przez ten cały czas, ale niestety taki mam charakter, nikt i nic go nie zmieni. No to chyba tyle, to ty jak chcesz możesz wracać, a ja się jeszcze przejdę. – Nigdy wcześniej nie przyznałam komuś racji, to było dziwne przeżycie. Po moich słowach Behemoth poszedł z powrotem do sfory, a ja jeszcze zwiedzałam, w końcu to była moja pierwsza wizyta w takim miejscu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz