wtorek, 29 kwietnia 2014

Od Drina

 Jasne promienie wpadły do mojej jaskini, wyrywając mnie z snu. Wiedziałem, że trzeba wstać i tak zrobiłem, chociaż całe moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Jednakże obowiązki Alfy... Eee, Bety, są i trzeba ich przestrzegać. Dziś kolejna dostawa LDK i miałem ją poprowadzić. Wyszedłem więc z jaskini i skierowałem się do miejsca narad, gdzie miałem od rana czekać na chętnych do wyprawy. Na miejscu czekała już jedna parka, mianowicie Papi i Chloe. Uśmiechnąłem się do nich przyjacielsko.
- Tak wcześnie? - Zapytałem, zajmując swoje miejsce. 
 Papi pokiwał głową.
- I tak nie mieliśmy co robić.
 W miarę upływu czasu, zbierało się coraz więcej psów. Ja, Chloe, Papi, Dry, Fart i jego syn, Kir, Casey, Robin, Chili i Nero.
- Ktoś w ogóle zostaje? - Zażartowałem. - Dobra, kochani, w drogę.
 Opuściliśmy tereny, kiedy słońce zajęło już swoje najwyższe miejsce. Ominęliśmy miasteczko, ruszając dokładnie na zniszczone tereny SPG. Jednak tam mieliśmy dotrzeć dopiero następnego dnia. Przymusowy postój mieliśmy w środku jakiegoś lasu, późną nocą. Niektórzy chcieli nadal iść, ale niektórym brakowało sił. Położyłem się na wywyższeniu, by mieć lepszy podgląd na resztę. Ustaliliśmy wartowników i każdy (oprócz tych na pierwsze godziny) poszedł spokojnie spać. Jednak ledwo zasnąłem, obudziła mnie Chili.
- Drin... - Powiedziała, lekko zaniepokojona.
- Tak? - Podniosłem głowę.

< Chili? Ew. ktoś z wyprawy? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz