Nie miałam pojęcia, co zrobić... czy zostać, czy pójść z tym uparciuchem... No ale uległam i poszłyśmy. Wędrowałyśmy kilka, psów się do nas dołączyło i chodziliśmy z myślą, czy r... W.... nie będzie... Ciągle myślałam czy Jason sobie poradzi... Seda zauwarzyła mój smutek i szturchając mnie zapytała:
- Co ci jest Jessy?
- Yyyy... chodzi mi o Jasona...
- Uuuu ktoś tu się boi o swojego ukochanego... - Powiedziała z uśmiechem.
Po chwili krzyknęłam, żeby ją uspokoić... Ale może i mówiła prawdę...
- No... - Powoedziałam zarumieniona - no może troszeczkę... ale zrozum, to jest bardzo niebezpieczna wyprawa, on może sobie nie poradzić...
< Seda? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz