poniedziałek, 17 marca 2014

Nowa suczka w Sforze - Merlyn!

Przybyła nowa suczka, Merlyn
Jej właścicielka jest nowa w tej Sforze (Koniłaz), ale już wykazała się umiejętnościami. Wystarczy tylko popatrzeć na pięknie wypełniony formularz. Wątpliwości mam tylko do urodzin, gdyż nie wiadomo, o jaką porę roku chodzi ;P


http://fc04.deviantart.net/fs14/f/2007/083/8/2/Marlo__n_The_Saluki_by_eljakim.jpg
Imię: Merlyn
Płeć: Suczka
 Wiek: 3 lata
Rasa: Saluki
Stanowisko: Naganiająca
Partner: Na razie nie myślę o tym poważnie
Młode: ---
Rodzina: ---
Urodziny: 12 dzień (czego?)
Sektor: Navydeer; Stare Tory
Cechy: Merlyn to suczka z dużym temperamentem. Wychowywano ją jak damę, co nie bardzo jej się podobało. Ale zostało w niej na zawsze. Nawet nie wie, że czasami zachowuje się jak księżniczka. Na ogół jest spokojna i emanuje spokojem. W towarzystwie przyjaciół zapomina o wszystkim (i o wyznaczonych sobie zasadach) i... po prostu jest innym psem. Nieco cyniczna, co w dzieciństwie bardzo dobrze rozwinęła. Nie szuka zwady, ale kiedy to inny pies zacznie - odgryzie się. Aż do kości. Jest pamiętliwa i uparta. Nie łatwo ją namówić do porzucenia obranej drogi. Chociaż było krótkie, życie nieźle dało się jej we znaki. Zahartowało. W - bardzo głębokiej - głębi duszy jest jednak bardzo wrażliwa.
Historia: Urodziła się w domowej hodowli chartów perskich. Była najmniejsza i najsłabsza. Jednak z pomocą właścicieli szybko dorównała braciom. Rodzina jest jednak pamiętliwa - rodzice rozpieszczali ją, bo "po tym co przeszła, należy jej się", a bracia wyśmiewali za słabe dni wczesnego dzieciństwa. Była jedyną suczką w miocie, co tylko podjudzało jej braci. Miała zostać w hodowli, by ją wysławiać - była ikoną doskonałości tej rasy. Właściciele byli z niej dumni. Jednak nadeszły złe czasy i sprzedano ją, by zarobić. Z pękniętym sercem, ale jednak to zrobili. Kupił ją samotny ojciec dla swojej córki, która prosiła o pieska. Ślicznego pieska. A Merlyn miała swój urok. Wypadło na nią. Dziewczynka codziennie ją torturowała, ciągnąc za uszy i ogon, pchając palce do oczu i wrzeszcząc. Raz straciła panowanie nad sobą i zawarczała na człowieczka, obnażając kły. Jednak jej ojciec dał jej za to popalić. Dobrze jej wpoił, że nie należy tak robić. Została więc bezbronna. Parę miesięcy po tym incydencie ojciec wziął córkę do parku, bo chciała spotkać się z koleżankami. Na miejscu wzięła jej smycz i zaprowadziła (oczywiście przeraźliwie krzycząc i szarpiąc) do grupki dziewczynek. Zachwycały się nad nią, a człowieczek był z siebie bardzo dumny - w końcu to jego pies jest taki ładniuśki! Nie wiedziała dlaczego, zaczęły klaskać i piszczeć. Wiwatowały? Czemu? To jej jednak nie obchodziło. Dziewczynka puściła smycz! Ojciec gadał przez komórkę... To jest to! Ten moment! Pobiegła więc w siną dal. Ile sił w łapach! Dotarła do innego miasta. Błąkała się tam dostatecznie długo, by zaznać inny ból. Była ciągle głodna, znajdując tylko resztki z obiadu wyrzucane za domami. Utrapieniem były dla niej pchły i kleszcze. I... Ludzie! Przeganiali ją, kopali, rzucali weń kamieniami. Jedna banda chłopców goniła ją tak długo, aż dotarła do głębi lasu. Oni sobie odpuścili - ona nie miała nawet siły, by wstać. Wtedy znalazł ją Drin. Zaufała mu tym bardziej, że też był chartem perskim. Dołączyła do jego sfory.
Nick na howrse.pl: Koniołaz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz