- Tylko nie lekcja myślistwa! - marudził Devo.
- Devo, nie marudź! To jest bardzo potrzebne! - mówił tata.
Chociaż niedawno wybudził się ze śpiączki, był już w normie.
- Dobrze, dzieciaki, marsz do szkoły. Tatuś Was odprowadzi. - powiedziała mama, jak zwykle w "dobrym" humorze.
Tata rzucił jej zaskoczone spojrzenie. Później westchnął i wyszedł z domu. Szczeniaki zrobiły to samo.
Przed dalszą drogą Alex wszystkich policzył. Jest Heaven... Roxo... Horizon... Rafaello.. I Devo, który chciał się schować za swoim przyrodnim bratem. Nie wyszło mu to. Jest najwyższy z całej piątki (i też najstarszy).
- Dobrze... Chodźcie za mną! - uśmiechnął się wesoło dorosły border collie.
Po kilku minutach doszli przed jaskinię. Alex pożegnał się ze swoimi dziećmi i pobiegł do pracy.
- Chodźmy, jest jeszcze kilka minut przerwy! - powiedział zadowolony Raf.
- Nie kilka, tylko dwie. Tak bardzo się spieszyliśmy... - Heaven wymieniła mrożące krew w żyłach spojrzenie z Devo.
- No co? - zapytał szczeniak.
- Jakbyś nie marudził i zwalniał podczas drogi...
- Dobra, chodźmy już do sali! - krzyknął Horizon i popędził do mniejszej jaskini.
Reszta szczeniaków poszła za nim.
Do sali pierwszy wszedł Devo, co było do niego niepodobne. Reszta szczeniaków sekundę po nim również wbiegła do jaskini. Najstarszy szczeniak rozejrzał się. Niektóre stoły były już zajęte przez piątkę szczeniaków. Nowych szczeniaków.
- Nowi do żartowania! - border collie zaśmiał się pod nosem.
Zanim gdzieś usiadł, przed nim pojawiła się mała suczka, tej samej rasy co on. Stanął, jak posąg i przyjrzał się jej ponownie. Ciemne oczy, maść taka sama, jaką ma tata Devo.
- Cześć. Mam na imię Easy. - zamerdała wesoło ogonem, a w oczach szczeniak zauważył szczęście.
Lubił takich psów.
- Hey. Ja jestem Devo. - podał łapę.
- Chcesz ze mną usiąść? - zapytała, wskazując jej miejsce, przy dużym kamieniu służącym jako stół.
W odpowiedzi kiwnął głową i usiadł obok niej. Już miała się rozpocząć lekcja, jednak nauczyciel musiał wyjść w sprawach prywatnych. Szczeniaki zostały same. Nie minęło pół minuty, a już słychać było wrzaski oraz głośne rozmowy szczeniąt. Easy również była chętna do wymieniania zdań z Devo.
- Kim są Twoi rodzice? - zapytała głośnym tonem, żeby szczeniak mógł ją usłyszeć.
- Tata nazywa się Alex, jest lekarzem. Mama to Green Day - strateg wojenny. - odpowiedział, zaskoczony swoją wiedzą o rodzicach.
- Moi nazywają się Another Day i Geris. - powiedziała, z uśmiechem na pysku.
- Pan Geris jest współpracownikiem mojego taty! I... On jest... Betą.. - rzucił zdziwione spojrzenie na Easy.
Dopiero teraz odkrył, że usiadł z córką Bet. Uśmiechnął się lekko i pomyślał:
"Mam to szczęście! Usiadłem z Młodą Betą, a moje rodzeństwo nie! HAHA!"
- Wszystko w porządku, Devo? - zapytała nagle.
- Oczywiście, jestem po prostu zdumiony, że mogę siedzieć z Młodą Betą. - wyznał jej troszkę prawdy.
Easy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz