To było zabawne.
Po kilku (kilkunastu) pocałunkach w policzek i wymienionych wypowiedzi, ,,będę tęsknić!'' ruszyliśmy w stronę własnych domów.
- Nie wierzę, że ty - Boston wskazał na mnie - masz dziewczynę, a ja nie.
- Inteligencja. - mruknęła z pogardą Alaska.
Zrobiło mi się trochę głupio. Źle robiliśmy okłamując ich. Musiałem z nią jutro porozmawiać.
- Ona ma siostrę. - szepnęła Irish. - Możesz do niej zagadać.
- To nie to samo. - powiedział z rezygnacją.
- Kochasz się w Heaven? - zrobiłem duże oczy.
Boston odskoczył na bok i się zarumienił.
- Nigdy! Chodzi mi o to, że ty masz dziewczynę pierwszy. - splunął na bok. - A ja, jako pierworodny..
- Ja urodziłam się pierwsza matole. - przerwała Alaska.
- Jako drugorodny. - poprawił się. Czy istnieje takie słowo jak 'drugorodny'?
Razem z siostrą przemilczeliśmy to i słuchaliśmy dalej.
- Powinienem pierwszy znaleźć partnerkę. Wszyscy dobrze wiemy, że Alaska nie ma ochoty z nikim się umawiać, więc to ja powinienem być pierwszy i kropka. Basta. Prawo natury.
Dotarliśmy do domu.
- Cześć dzieci. - powiedziała mama i dała nam całusy w policzek. - Jak minął dzień?
- Jonah ma dziewczynę! - wypalił Boston. Zarumieniłem się.
- A Boston zazdrości. - podsumowała Alaska.
Mama uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo.
Jak co dzień ruszyliśmy do szkoły. Jedyne co było inne, to brak gadatliwości Bostona.
Irish jako pierwsza zobaczyła Heaven. Podbiegłem do niej i spektakularnie przytuliłem.
- Witaj skarbie, musimy porozmawiać.
- Tutaj? - zapytała.
- Sam na sam. - powiedziałem. Chciałem poruszyć temat naszego 'związku'. Nie za bardzo podobało mi się robienie z nich żartów.
Heaven?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz