- Ojej, o czym ja mam Wam opowiadać? - wywróciłam oczami.
- O swoim chłopaku. - mruknął Devo.
- To NIE JEST mój chłopak! - kopnęłam go.
Pozostali zaczęli się śmiać. Lekko się zarumieniłam. Dobrze wiedziałam, jak to wygląda według mojego rodzeństwa.
Nagle usłyszałam, jak tata woła:
- Heaven, kolega do Ciebie!
Pobiegłam do wejścia naszego domku i przywitałam się z Jonah'em. Tata nas zostawił.
- Wchodź do środka. - uśmiechnęłam się.
- Mam coś dla Ciebie... proszę. - dał mi trzy śliczne bladoczerwone róże.
- Dziękuję. Poproszę mamę, żeby je włożyła do wody. - zarumieniłam się i poszłam do mamy.
Po kilku minutach wróciłam do szczeniaka.
- Chodź, oprowadzę Cię.
********
- A tutaj jest mój, oraz mego rodzeństwa pokój. - weszłam do pokoju.
Tymczasem moje rodzeństwo bawiło się pluszakami, oprócz Rafa i Devo. Oni poszli na podwórko z tatą.
- Cześć! Ja jestem Roxolanne, skrótowo Roxo. - przywitała się moja siostra.
- Ja jestem Horizon. Bring The Horizon. - dodał brat, podając łapę.
Jonah przywitał się z nimi, a potem poszłam się z nim bawić. Tymczasem Roxo i Horizon dołączyli do Rafa i Devo. Troszkę się spięłam, bo wiedziałam, dlaczego wyszli. Ponieważ traktują mnie i mojego przyjaciela, jak parę...
- Heaven? - pomachał mi łapką.
- Emm.. Tak?
- Coś się stało? - zapytał.
- Nie... To nic takiego... - powiedziałam, nie chcąc denerwować szczeniaka.
- Proszę, powiedz! - rzekł szary border collie.
- Bo... Moje rodzeństwo uważa, że jesteśmy parą... - schowałam swoją "twarz" łapką.
Jonah?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz