- Green Day, posłuchaj. - rzucił Alex podchodząc do mnie i kładąc mi łapę na barku.
- Zostaw mnie. - syknęłam rzucając mu zbolałe, krótkie spojrzenie i przyspieszonym krokiem poszłam w kierunku lasu. Kolejny raz przyszło mi płakać. Znowu zawiodłam. Znów coś zrobiłam źle. Nadeszła fala największego stresu. Za dwa dni poród, a czułam, się jakby Alex, ojciec moich dzieci, ukochany mnie nienawidził. Chodząc po lesie co chwilę musiałam ocierać oczy. Przecież prawie nigdy nie płaczę. Po jakimś czasie gdy zaczęło zachodzić słońce wreszcie udało mi się zatamować rzekę łez i na krótki czas zapomnieć. Chodziłam po lesie i nuciłam jedną z piosenek.
Proszę, podaruj mi uśmiech i miłość
A uczucie oddam ze zdwojoną siłą
Nie jest moją winą, że zapominasz o mnie
Że jestem tylko dzieckiem, sama nie dorosnę.
W końcu gdy zapadł zmrok postanowiłam wrócić do domu. Alex miał dziś pracować do późna, więc nie istniało ryzyko, że go spotkam. Gdy weszłam do domu było tam dziwnie pusto i smutno. Alex'a nie było przy mnie, a przecież tak się do niego przyzwyczaiłam. Zostałam sama. Omiotłam wzrokiem jeszcze tylni pokój pełen dziecięcych zabawek. Położyłam się na tamtym dużym, miękkim łożu. Rzeczywiście, Alex się postarał. Spojrzałam na niewygodną obrożę z diamentem. Miałam ochotę ją zdjąć i zapewne bym to zrobiła jednak nie potrafiłam. Założyłam ja z powrotem. Wzięłam jakieś kartki papieru i zaczęłam bazgrać. Zapisałam słowa piosenki nuconej w lesie, a później sama zaczęłam tworzyć.
Znowu przyszło mi płakać
Za to, że chciałam się śmiać
Za to, że chciałam się śmiać
Tysiąc razy oddawać
To, co trafiło się raz
Makijaż jak zawsze, by ślady łez zatrzeć
Niech nie widzą, że płaczę
Powieki są po to, żeby nie patrzeć
Jak odchodzisz na zawsze.
Było to trochę zakłamane, ale gdy tylko to napisałam, zasnęłam nad kartką.
Alex?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz