- To ja. - powiedziała borderka.
- Goura. - podsumował. - Przykro mi.
- Nie musi ci być przykro. - odparła - To niczyja wina.
Alex skinął głową. Popatrzył na jej brzuch.
- Myślę, że niedługo urodzisz. - zauważył.
Goura lekko się speszyła.
- Denerwuję się.
- Każda znana mi suczka denerwuje się przed porodem. - oznajmił - To normalne.
Suczka westchnęła.
- A tak poza tym, to przygotowaliśmy już wszystko na twój poród. - powiedział zaczynając iść w stronę Groty. Goura zrobiła to samo. - Jeśli chcesz, możesz zostać w niej na noc.
- Dobrze. - odparła mimowolnie. - Mogę w niej zostać aż do porodu?
- Oczywiście.
Suczka rozejrzała się po przydzielonej jej sali. Była jakby jaskinią, lecz o połowę mniejszą. Na ścianach widniały rysunki roślin (Gourze przypadł do gustu żółty kwiatek nazywany przez Alexa mniszkiem lekarskim) Na środku leżało duże, białe legowisko wyścielone miękkim materiałem.
Obok niego leżała miska z jedzeniem i wodą.
Goura leżała na legowisku przyglądając się roślinom. Co jakiś czas przychodziła do niej Lorei żeby zobaczyć czy wszystko gra.
- Tak. Nie chcę mi się pić ani jeść. - powiedziała borderka tym samym spławiając pielęgniarkę.
Jeszcze nigdy jej się tak nie nudziło. Postanowiła rozejrzeć się po całej Grocie Medyków lub/i znaleźć Alexa.
Wstała powoli gdyż brzuch uniemożliwiał jej szybkie wstawanie. Podeszła ociężale do drzwi i zrobiło jej się niedobrze. Zaczął potwornie boleć ją brzuch. Skuliła się i jęknęła osuwając się na podłogę.
- Pomocy! - krzyknęła zaciskając zęby.
Zza rogu wybiegła Lorei i Alex. Wbili coś w nią i po chwili zasnęła.
Obudziło ją jesienne słońce. W pierwszej chwili czuła się świetnie, lecz zaraz żołądek dał się we znaki.
Zeskoczyła z łóżka i podeszła do miski.
Wtedy zauważyła, że brzuch zniknął. Oznaczało to, że już urodziła.
Rozejrzała się po pokoju szukając pociech, nigdzie ich nie było.
- Lorei! - powiedziała patrząc na mniszka lekarskiego.
Do pokoju wpadła wadera z koszykiem w pysku. Podeszła do niej a potem do legowiska i tam położyła przedmiot.
Po chwili zaczęła wykładać z niego skulone szczeniaki.
Jeden, dwa, trzy, cztery.
- Jest ich cztery. - powiedziała oskarżycielsko borderka. - Nie osiem.
- Przykro mi, ale poroniłaś. - odparła z wymuszonym współczuciem.
Goura czuła obojętność, przez co się skarciła. Nie czuła kompletnie nic, żadnego smutku po stracie czwórki szczeniąt.
Może to przez śmierć Houstona, może przez to stała się tak nieczuła?
Odgoniła te myśli, postanowiła, że będzie płakać za szczeniakami dziś wieczorem.
Podeszła do czwórki zdrowych szczeniąt.
- Dwójka chłopców i dwójka dziewczynek. - powiedziała Lorei. - Masz już imiona?
Goura zastanowiła się chwilę.
- To będzie Alaska, to Boston, a to Jonah i Irish.
Położyła się koło nich. Z tej perspektywy wyglądały na mniejsze niż w rzeczywistości. Wzruszyła się.
- Alex powiedział, że możesz już iść z nimi do domu. - pielęgniarka przerwała ciszę. - Miłego dnia!
Powiedziała i wyszła. Goura przez chwilę czekała w bezruchu na ''coś''. Jednak wstała ociężale i włożyła szczeniaki do koszyka. Wyszła z Groty i ruszyła w stronę domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz