Czytałem piosenki, które wcześniej pisałem dla Green Day. Każdą sobie nuciłem w głowie. Moja ukochana jeszcze spała. Nagle się obudziła i rozglądała się dookoła.
- Gdzie szczeniaki? - zapytała.
- W twoim brzuchu. - zaśmiałem się nie odrywając wzroku od kartek.
Greenie spojrzała na swój duży brzuch, gdzie jeszcze ruszały się nasze maluchy.
- T-To wszystko mi się śniło?!
Uśmiech zniknął z jej "twarzy". Ja uniosłem "brwi" i odwróciłem wzrok do niej.
- A o czym miałaś sen? - zaciekawiłem się.
Suczka zaczęła mi opowiadać o swoim śnie, kiedy rodziła SAMA, W DOMU. Co prawie 10 sekund robiłem wielkie oczy.
- Greenie, czekaj, czekaj... Ja bym cię NIGDY nie zostawił w dniu porodu. Zresztą, sam dzisiaj wziąłem na jutro wolne, żeby być przy tobie. A poza tym, nie pozwoliłbym ci rodzić w domu! - powiedziałem i mocno ją przytuliłem.
- Ale... one były takie piękne... - mówiła.
- I pewnie w rzeczywistości będą takie. Nie przejmuj się. - odpowiedziałem.
Green Day jeszcze łkała, z powodu tego, że to był tylko sen. Po kilkunastu minutach zmęczona położyła się. Ja jeszcze skontaktowałem się z Veroną, czy aby na pewno Greenie dostanie znieczulenie. Potem sam zmęczony położyłem się spać.
Green Day?
Przepraszam, musiałam XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz