sobota, 7 marca 2015

Od Ramzesa - CD historii Brook

 - No mówi się trudno... w takim razie sam przejdę się z Rozą - uśmiechnąłem się.
- Yyy, przykro mi.- odparła.
- Nic się nie martw. Przecież się nie obrażę. W takim razie do jutra.- pożegnałem się i zostawiłem suczkę.
Następnie poszedłem po Rozę, która od razu zgodziła się na wycieczkę. Jedno nas łączyło: w tym samym czasie dołączyliśmy do sfory. Dlatego też chcieliśmy zwiedzić wiele rzeczy.
Rozmawialiśmy o naszej przeszłości. Dowiedziałem się, że była ze schroniska. To smutne, ale tak bywa. W końcu ja też nie miałem "różowego" dzieciństwa. Nawet nie zauważyliśmy jak wyszliśmy zza lasu. Naszym oczom ukazał się zarys miasteczka Pyskowice. Poznałem je głównie po drodze i samochodach. Chyba tak to się nazywało. Jedno mnie zdziwiło. Zobaczyłem psa.
- Ciekawe kto to - spytała Roza.
- Nie wiem, ale podejdźmy tam.- oznajmiłem.
Jak się okazało zastaliśmy na miejscu czarną suczkę.
- Cześć, jestem Ramzes a to Roza - przywitaliśmy się.
- Hej, ja jestem Brazylia - odpowiedziała cicho.
- O to ty jesteś tą nową! Co byś powiedziała na wspólne zwiedzanie miasteczka?- zaproponowałem.
- Świetny pomysł.
Wycieczkę prowadziłem oczywiście ja. Ominęliśmy znak i po prawej stronie ujrzeliśmy stawek. Ludzie karmili kaczki. Nie wiem po co - nie wyglądały na niedożywione. Ach ci ludzie. Mijaliśmy kolejno sklepy. Na końcu stał sklep z mięsem.
- Uwaga - powiedziałem - chyba przekąsimy coś dobrego - spojrzałem na Rozę.
- Brazylia, patrz się uważnie na mnie - Roza usiadła przed sklepem z błagalnym spojrzeniem i skomleniem. Z budynku wyszedł pan w podeszłym wieku, spojrzał na nią i dał 2 duże kawałki kiełbasy - teraz wasza kolej.
Czarna suczka spróbowała tej sztuczki i udało jej się. Na koniec ja. Jako, że jestem największy dobry pan dał mi 3 kawałki boczku. Najedliśmy się do syta i poszliśmy dalej. Zaczynał zapadać wieczór. Byliśmy porządnie zmęczeni po dniu pełnym wrażeń. Około 100 metrów od nas stał opuszczony budynek.
- Wiecie co, prześpimy się w Pyskowicach w tamtym budynku.- wskazałem na niego.
O dziwo koleżanki ucieszyły się. Położyliśmy się i szybko zasnęlismy z pełnymi brzuszkami.

* Następnego dnia *

Wstałem późnym porankiem. Roza i Brazylia jeszcze spały. Rozejrzałem się po okolicy. Zauważyłem miłą panią i podszedłem do niej. Pogłaskała mnie i dała ciasteczko. Zadowolony wróciłem do suczek, które już wstały.
- A więc, zabieramy się do domu.
I tak też zrobiliśmy. Po kwadransie przekraczaliśmy las, w którym zdążyliśmy upolować i przekąsić zająca. Obiecałem Brook, że jutro wstawię się u niej. Zauważyłem ją jak wychodziła z jaskini.
- Brook!- krzyknąłem.
- O, cześć - zdumiała się widząc mnie z towarzystwem.
-A więc tak. Rozę już widziałaś ,ale jej nie - wskazałem na czarną suczkę - to jest Brazylia. Poznajcie się.

Brazylia? Brook?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz