Pytanie zadane przez Mayę wstrząsnęło Sethem.
Prawdopodobnie w podobny sposób jego siostra, Verona, rozmawiała ze swoim zmarłym partnerem kilka tygodni temu. I jak to się skończyło? Frets stracił życie, a Verie i jej szczeniak zostali sami. No, może nie całkiem sami, ale siostra Setha nie zachowywała się tak samo, jak wcześniej, od czasu tego strasznego dnia.
Zamyślony owczarek zauważył, że Maya macha mu łapą przed oczami.
- Seth? - spytała zdziwiona. - To jak? - W jej głosie pies wyczuł niepewność.
- Yyy... - zawiesił się na moment, po czym odchrząknął. - Wiesz... ja bardzo chciałbym wychować wesołą gromadkę krzyczących maluchów, ale... Wiesz, w jakim stanie obecnie jest Verona? - westchnął. - Frets nie żyje, a ona jest kompletnie załamana... - Przed oczami stanęło mu wspomnienie wczorajszej rozmowy z siostrą.
Owczarek przyszedł do tymczasowej jaskini Verony. Zapukał, po czym wyszła suczka. Po jej sierści spływały pojedyńcze łzy.
- Cześć, Seth. - szepnęła niewyraźnie. Zamrugała oczami, by ukryć płacz. Brat próbował ją jakoś pocieszyć, jakkolwiek, lecz w takiej sytuacji nic nie przychodziło mu do głowy.
Po kilku minutach trochę się uspokoiła, lecz nie była pełna energii.
- Seth... - zaczęła.
- Tak? - pies spojrzał nań uważnie. W jej wyrazie twarzy było coś niepokojącego. Coś, co lekko przypominało smutek, choć w rzeczywistości nim nie było.
- Kiedy mój syn dorośnie... - przełknęła ślinę. - Ja chyba odejdę ze Sfory.
- Jak to? - Seth nie ukrywał zdumienia. Po tak długim czasie chciała sobie tak po prostu odejść?
- Winner sobie poradzi. - powiedziała, ale chyba sama nie wierzyła w to, co mówi.
- Jesteś pewna? - owczarek niedowierzając uniósł jedną brew.
- Tak. - wymamrotała. - Na sto procent. - spróbowała się uśmiechnąć, jednak jej się to nie udało.
Pożegnali się, a Seth wrócił do partnerki.
Potrząsnął głową, próbując wyrzucić ten wieczór ze swojej głowy. Nie chciał do niego wracać.
- Nie chcę, żeby było tak, że któreś z nas... nie da rady. - dokończył. Nienawidził nie zgadzać się z kimś istotnym w jego życiu, a w tej chwili Maya była przecież najważniejsza.
Maya?
- Winner sobie poradzi. - powiedziała, ale chyba sama nie wierzyła w to, co mówi.
- Jesteś pewna? - owczarek niedowierzając uniósł jedną brew.
- Tak. - wymamrotała. - Na sto procent. - spróbowała się uśmiechnąć, jednak jej się to nie udało.
Pożegnali się, a Seth wrócił do partnerki.
Potrząsnął głową, próbując wyrzucić ten wieczór ze swojej głowy. Nie chciał do niego wracać.
- Nie chcę, żeby było tak, że któreś z nas... nie da rady. - dokończył. Nienawidził nie zgadzać się z kimś istotnym w jego życiu, a w tej chwili Maya była przecież najważniejsza.
Maya?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz