Wzdycham w myślach. W Sforze Psiego Głosu Forever jest tyle psów, a ona musiała się uczepić właśnie mnie.
- Dobrze. - Staram się ukryć irytację. Specjalnie przyszedłem w to miejsce, aby spokojnie uświadomić sobie, że śmierć Mayi nie jest snem, lecz szczerą prawdą... Oczywiście nic z tego nie wyszło, bo znowu ktoś postanowił mi w tym przeszkodzić.
Zaraz... Kiedy pojawiła się moja niechęć do innych psów?
Pół godziny temu, Seth.
Przełykam ślinę. Orientuję się, że wilczyca patrzy na mnie wyczekująco. Unoszę wysoko "brwi".
- Jak masz na imię? - Zdaje mi się, że to powtarza po raz kolejny, gdyż w jej głosie wyczuwam rozdrażnienie.
- Zależy, kto pyta. - odpowiadam najłagodniej, jak mogę w obecnej chwili. Czyli nie za bardzo łagodnie.
- Brook. - Patrzy na mnie, zdziwiona moim tonem. Decyduję się zachować kulturę, ale mi to nie wychodzi. Zapominam nawet, że jeszcze nie jesteśmy na "ty".
- Jeśli koniecznie musisz wiedzieć... Seth. - Zerkam na nią spode łba. Brook nie mogła pomęczyć kogoś innego?
- Ehmm... Gdzie jesteśmy? - pyta nieśmiało.
- Na terenach SPG Forever. - mruczę, unikając jej wzroku.
- Ale gdzie dokładnie? - dopytuje się.
- Księżycowe Pole. - Tutaj mieszkałem z Mayą, dodaję w myślach, ale nie mam najmniejszego zamiaru mówić tego na głos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz