- Synu, niedługo zbliża się twój wielki dzień.- usłyszałem głos mojego ojca. Westchnąłem.- Już za kilka dni będziesz mógł zabić zdrajcę watahy. Jestem pewien, że to doświadczenie w końcu pokaże ci, że istnieją istoty gorsze od nas.- Znowu westchnąłem.
- Ojcze. Każesz mi zabić waderę tylko dlatego, że nie udało jej się uleczyć dowódcy polowań. To... chore.
- Skąd masz pewność, że nie został otruty? Nawet jeżeli nie przez nią umarł, to przecież ona do niczego się nie nadaje. Ani do polowań, ani do walk, nawet ta łajza leczyć nie potrafi.
- Nie mów tak.- warknąłem.- mówiłem, że nie będę zabijał.
- Nie pamiętasz już, jak ta wadera, w której się podkochiwałeś, wolała skazać cię na śmierć, niż odejść z watahy? Kto wtedy cię uratował? Zabijanie to czasami jedyne rozwiązanie.
- Jedyne, ale tylko, gdy obie strony nie widzą innych.
- Jak chcesz. Odejdź, nie chcemy tu łajz. Odejdź, albo sam cię zabiję!- poczułem silne drapnięcie na szyi. Wilk szybko wybiegł z mojej jaskini. Nie zostało mi nic więcej - pomogę wrogowi mojego rodu, mojej rodziny. Wyszedłem.
*Jakiś czas później*
Spotkałem pewną waderę. Zdziwiłem się, myślałem, że tu będzie sfora psów, nie wataha wilków. Wadera, przestraszona, zaczęła na mnie warczeć.
- Co ty tu robisz?!- spytała.
- Nie jestem zły, ja... szukam Sfory Psiego Głosu, z którą mój ród prowadzi wojnę.- Wadera złagodniała.
- Sojusz?- spytała z lekko słyszalną nutką nadziei.
- Chciałbym, ale nie. Ja... ja chcę wam pomóc.
- Czemu mielibyśmy ci ufać? Skąd mam wiedzieć, że nie jesteś szpiegiem?
- Nie jestem. Przysięgam na swoje życie. Nazywam się Asesino.
Nageezi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz