Pod wodą może i widziałem niewyraźne, a oczy nieprzyjemnie piekły, ale ryby były widoczne doskonale. Jedna z nich, duża i błyszcząca sztuka, przepłynęła pod nogami Casey, prosto do mnie. Schwytałem ją momentalnie i wynurzyłem się, wprawiając w ruch, już i tak falującą wodę. Trzymając łopoczącą rybę, popatrzyłem na ledwo utrzymującą równowagę lekarkę. Spojrzała na mnie krytycznie.
- Czjo? - Spytałem z rybą w pysku.
- Mintaj.
Zanim zdążyłem spytać, o co chodzi, wybuchła śmiechem.
- No czo? Żle wygłądam?
Casey?
- Czjo? - Spytałem z rybą w pysku.
- Mintaj.
Zanim zdążyłem spytać, o co chodzi, wybuchła śmiechem.
- No czo? Żle wygłądam?
Casey?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz