Pewnego dnia, mianowicie w 20 dzień lata zastanawiałam się nad swoim życiem w sforze. Czegoś w nim brakowało... Zmierzałam do Groty Medyków w niewiadomym celu. Po prostu szłam. Rozmyślałam nad jednym. Czego mi brakowało? Miałam ukochanego Drina, cudowny dom, bezpieczeństwo poprzez życie w grupie, dobre stanowisko i... No tak, nie było potomstwa, tych małych kręcących się między nogami kulek... Ale czy Drin będzie miał czas na wychowanie szczeniąt? Nie sądzę. On jest wiecznie zajęty byciem Betą i chyba w ogóle nie myśli o tym, aby przekazać dalej swoje geny. Usiadłam na skale i zapatrzyłam się w niebo.
"Chciałabym mieć młode..."- myślałam.
Nagle, nie wiadomo skąd obok mnie pojawił się Drin.
(Drin?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz