- Dobra, nie naciskam.
Biegliśmy naprzód. Nigdzie nikogo nie było.
- Dobra jest - uśmiechnął się Jason. - Cisza i spokó-ójojojoj... - Zarył w ziemi.
- Co... O rany...
Patrzyliśmy na ostro bijące światło. Rozchodziło się z jednego, drobnego i oddalonego punktu. Jason nagle zawył i złapał się za głowę. Owe światło się zbliżało, a owczarek coraz bardziej jęczał i wił się z bólu.
- Jas, co jest!? - Potrząsnąłem nim. - Co się dzieje!?
Nie wydawał z siebie żadnych dźwięków poza jęczeniem. Było źle... Zerknąłem na światło. Ogarnęło nas. Oślepiło. Zamknąłem oczy.
< Jason? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz