Wpadłem do jaskini Drina, z której przed chwilą wyszedłem.
- Drin!
Aż podskoczył.
- Co się stało? - Spytał z przesadnym zdziwieniem w głosie.
- Powiem dwa słowa - "Ruda Wiedźmia".
To wystarczyło. Oczy Alfy nagle się powiększyły.
- Nie jesteśmy gotowi... - Niemalże szeptał. - Zawołaj wszystkich. Obrońcy, strażnicy i wojownicy niech staną na warcie, reszta ma się schować jak najbliżej Centrum. W sytuacji kryzysowej zawołałamy ich do walki... -
- Drin - przerwałem mu. - Już mamy sytuację kryzysową. Obawiam się, że sami nie damy rady. Potrzebujemy pomocy innej sfory.
- Poprzednio to nie wypaliło.
- Tym razem jednak nie mamy wyjścia. Wiesz o tym.
Spuścił łeb.
- Nie mamy sojuszników.
- Trzy psy pobiegną na zwiady. Nie możemy być sami na świecie.
Westchnął.
- Ryzykujemy.
- Jeszcze bardziej zaryzykujemy nie prosząc nikogo o pomoc.
- Świetnie - burknął. - Pójdź po kogoś.
Wybiegłem z jaskini Drina. Ktoś musiał tu być... Czika, ona pierwsza rzuciła mi się w oczy.
- Czika! - Zawołałem. - Słuchaj, musisz zebrać jeszcze dwa inne psy. Przybiegnij z nimi do mnie, jasne?
< Czika? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz