Dzień jak dzień. Nic nowego. Trochę nudno, ale może być. Szczeniaki nie są jakieś koszmarne, dajemy radę. W sumie... To niezła zabawa. Przynajmniej coś się dzieje. Wczoraj byliśmy wszyscy nad jeziorem. To była jazda... Cud, że wszystkie przeżyły.. Od czego ma się w końcu Chloe, Jasona i Hockey'a? Tak, uratowali nas. Kiedy Lorei prawie spadła goniąc muchę, a Kir pobiegł za nią... Koszmar... Zawał i w ogóle...Ale się udało. Teraz jesteśmy wszyscy razem w domu, cali i zdrowi.
- Lorei!! - Zawołał Sheen, kiedy suczka zabrała "jego" gryzak.
- Co!?!?!? - Odpowiedziała mała.
- Oddaj!
- Nie!
- Mamo!!!
Courage westchnęła.
- Lorei, oddaj gryzaka.
- Nie.
- Lorei...
- Nie!
- TATO!!! - Wydarł się Frets.
Opuściłem kłótnię tamtych i udałem się do Fretsa, który to kłócił się z Kirem i Grave'm.
- Co znowu?
- On nie chce mi odpowiedzieć na pytanie.
- Kochany, nie zawsze mamy, co chcemy.
I wyszedłem. Bo co, prawdę mówię.
Na zewnątrz natrafiłem na psa...
- Dobry - przywitałem się.
< Ktoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz