Patrzyłam jak odchodzi. Coś mnie nagle poruszyło. Ostrożnie ruszyłam za znajomym mi psem.
- Yyy... za...zaczekaj! - Krzyknęłam przyśpieszając. Pies odwrócił się gwałtownie z uśmiechem.
- Więc jednak idziesz?
- Tak, chyba tak... - Powiedziałam nieśmiało.
- To dobrze, że się zdecydowałaś.
- Skoro tak mówisz...
- To idziemy?
- A wiesz gdzie oni są? - Zadałam mu pytanie, a on chwilę nie odpowiadał, aż w końcu powiedział:
< Saturn? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz