Czasami jedna chwila może zmienić wszystko.
Dosłownie.
Moje życie odmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni, odkąd pojawił się w nim Rafaello. To on sprawił, że się zmieniłam i zaczęłam widzieć sens we wstawianiu codziennie rano. Dla niego... żyłam. Był powodem, dla którego po prostu mi się chciało. Nie potrafiłam wyobrazić sobie co by było gdybym nigdy go nie poznała. Westchnęłam i pokręciłam głową na samą myśl o tym. Co to by było za życie?
Ale mimo szczęścia, jakie otrzymałam od losu, czasami nadal potrzebowałam samotnych wycieczek. Musiałam odpocząć. Nie od Rafa, ale od reszty Sforzan. A nawet nie od nich... Od samego poczucia tłoku, od hałasu. Udawało mi się to osiągnąć jedynie w górach Farreferre. Najczęściej nikogo tam nie było, co bardzo mi odpowiadało. Nawet jeśli zdarzało mi się kogoś spotkać, rozmowy ograniczały się jedynie do Krótkiego "cześć" i wymuszonego uśmiechu. Trafiałam tu jedynie na psy podobne do mnie, takie, które jak ja potrzebowały chwili wytchnienia.
Bycie Betą było dla mnie bardzo trudne. Dawniej prawie nikt mnie nie znał, nie pytał o radę. Mogłam spędzać czas tylko w towarzystwie mojego Rafa, nikogo innego. Obecnie było to jednak niemożliwe. Rzadko zdarzały się dni, kiedy nie byłam do niczego potrzebna. Ale pogodziłam się z tym. Po pewnym czasie po prostu się do tego przyzwyczaiłam. Może nawet to polubiłam. A to już olbrzymi krok do przodu.
Poza tym teraz miałam Rafa. Odkąd stał się moim partnerem (nadal nie oswoiłam się z tym słowem. Przez całe życie był moim przyjacielem, teraz stał się kimś dużo ważniejszym), jakoś dzieliliśmy te obowiązki między siebie. Byłam mu niezmiernie wdzięczna za to. Dziś akurat poszedł w odwiedziny do Horizona, ja natomiast zostałam w domu. Długo tam nie wytrzymałam i wybrałam się na spacer w moje ulubione miejsce.
Podmuch wiatru uderzył w moją sierść. Niebo było niemalże całe zachmurzone, lecz na moje oko nie zbliżał się deszcz. Rozejrzałam się dookoła. W górach Farreferre zdążyłam poznać chyba prawie wszystkie ścieżki. Gdzie udać się dzisiaj?
Zaczęłam biec w kierunku najbliższej polany. Naszła mnie nagła chęć spędzenia tam trochę czasu. Zatrzymałam się przy wielkim jeziorze. Podeszłam do brzegu i zaczerpnęłam łyk wody. Przymknęłam oczy, rozkoszując się spokojem, jaki tu był. Otworzyłam je po chwili i podniosłam wzrok. Już miałam odwrócić się i iść dalej, gdy nagle coś przykuło moją uwagę. Pies.
Akurat w tym miejscu nie spodziewałam się nikogo.
Przez chwilę biłam się z myślami. Podejść do niego czy nie? Nie miałam dziś szczególnej ochoty na towarzystwo, jednak poczucie, że jako Beta mam pewne obowiązki, sprawiło, że nie odeszłam. Pies chyba mnie zauważył, ponieważ zaczął powoli zmierzać w moją stronę.
Może ktoś się nudzi i chciałby dokończyć? C;
wtorek, 29 sierpnia 2017
Od Caffeine - CD historii Lacusa
Posłałam mu niechętne spojrzenie, nie kryjąc przy tym swojego swojego rozczarowania.
- Chyba żartujesz. - skomentowałam. - Dopiero co przyszliśmy. Nawet nie zdążyłam się rozejrzeć.
- Coffee... - westchnął husky i pokręcił głową.
- Jak chcesz to idź. - wzruszyłam ramionami. Spojrzał na mnie zdezorientowany. Rozbawiło mnie to. - Zostanę tu sama.
- Nie trafisz z powrotem. - parsknął pies.
- Nieprawda! - roześmiałam się. Lacus uniósł brwi, najwyraźniej mi nie wierząc. - To jak? Zostajesz ze mną czy wracasz? Ja i tak na razie nigdzie się nie ruszam. Chcę zwiedzić to miasteczko. - oznajmiłam.
- Jak chcesz... - mruknął mój towarzysz. Zamerdałam ogonem i uśmiechnęłam się szeroko.
- No to w drogę! - zawołałam. Ruszyliśmy w stronę latarni. Mijaliśmy różne domy, gdzie paliły się światła. Słychać było stamtąd różne głosy - usłyszeliśmy młode małżeństwo spodziewające się dziecka, dzieci bawiące się w ogrodzie... Podsłuchiwanie rozmów dwunożnych było bardzo ciekawe. Jednak moją szczególną uwagę przyciągnął jeden dom, od którego wprost biło chłodem. Do moich uszu dotarły krzyki i płacz.
- Nienawidzę cię! - wrzasnęła jakaś dziewczyna, po tonie głosu stwierdziłam, że powiedziała to przez łzy. Obok niej stała jakaś kobieta, pewnie jej matka. Ona również płakała. Ale to wysokiego mężczyznę było słychać najbardziej. Krzyczał coś w ich stronę, ale co drugie słowo było dla mnie niezrozumiałe.
Zrobiło mi się przykro na ten widok. Była to moim zdaniem bardzo nieszczęśliwa rodzina. Nigdy nie chciałabym z taką mieszkać. Spojrzałam smutno na Lacusa. On chyba czuł to samo, co ja. Odeszliśmy stamtąd, zbliżając się bardziej w stronę centrum Pyskowic. Już z daleka było czuć cudowne zapachy restauracji. Zaburczało mi w brzuchu, a z mojego pyska pociekła ślina na samą myśl o tym. Przypominało mi się, że od kilku godzin nic nie jadłam. Wymieniłam z husky'm pojedyncze spojrzenia.
- Idziemy? - poruszyłam znacząco brwiami.
Pewnie Lacus miałby coś mądrego do powiedzenia na ten temat, ale tym razem chyba był tak głodny jak ja.
- Dobra. - zgodził się. Podskoczyłam radośnie. Potruchtaliśmy w kierunku miejsca, skąd dobiegał zapach. - Jak zamierzasz zdobyć to jedzenie? - przekręcił głowę.
Dobre pytanie.
- Eee... - wyjąkałam. - Po prostu tam chodźmy.
Wzruszył ramionami i otworzył pysk, by coś powiedzieć.
Lacus? c:
- Chyba żartujesz. - skomentowałam. - Dopiero co przyszliśmy. Nawet nie zdążyłam się rozejrzeć.
- Coffee... - westchnął husky i pokręcił głową.
- Jak chcesz to idź. - wzruszyłam ramionami. Spojrzał na mnie zdezorientowany. Rozbawiło mnie to. - Zostanę tu sama.
- Nie trafisz z powrotem. - parsknął pies.
- Nieprawda! - roześmiałam się. Lacus uniósł brwi, najwyraźniej mi nie wierząc. - To jak? Zostajesz ze mną czy wracasz? Ja i tak na razie nigdzie się nie ruszam. Chcę zwiedzić to miasteczko. - oznajmiłam.
- Jak chcesz... - mruknął mój towarzysz. Zamerdałam ogonem i uśmiechnęłam się szeroko.
- No to w drogę! - zawołałam. Ruszyliśmy w stronę latarni. Mijaliśmy różne domy, gdzie paliły się światła. Słychać było stamtąd różne głosy - usłyszeliśmy młode małżeństwo spodziewające się dziecka, dzieci bawiące się w ogrodzie... Podsłuchiwanie rozmów dwunożnych było bardzo ciekawe. Jednak moją szczególną uwagę przyciągnął jeden dom, od którego wprost biło chłodem. Do moich uszu dotarły krzyki i płacz.
- Nienawidzę cię! - wrzasnęła jakaś dziewczyna, po tonie głosu stwierdziłam, że powiedziała to przez łzy. Obok niej stała jakaś kobieta, pewnie jej matka. Ona również płakała. Ale to wysokiego mężczyznę było słychać najbardziej. Krzyczał coś w ich stronę, ale co drugie słowo było dla mnie niezrozumiałe.
Zrobiło mi się przykro na ten widok. Była to moim zdaniem bardzo nieszczęśliwa rodzina. Nigdy nie chciałabym z taką mieszkać. Spojrzałam smutno na Lacusa. On chyba czuł to samo, co ja. Odeszliśmy stamtąd, zbliżając się bardziej w stronę centrum Pyskowic. Już z daleka było czuć cudowne zapachy restauracji. Zaburczało mi w brzuchu, a z mojego pyska pociekła ślina na samą myśl o tym. Przypominało mi się, że od kilku godzin nic nie jadłam. Wymieniłam z husky'm pojedyncze spojrzenia.
- Idziemy? - poruszyłam znacząco brwiami.
Pewnie Lacus miałby coś mądrego do powiedzenia na ten temat, ale tym razem chyba był tak głodny jak ja.
- Dobra. - zgodził się. Podskoczyłam radośnie. Potruchtaliśmy w kierunku miejsca, skąd dobiegał zapach. - Jak zamierzasz zdobyć to jedzenie? - przekręcił głowę.
Dobre pytanie.
- Eee... - wyjąkałam. - Po prostu tam chodźmy.
Wzruszył ramionami i otworzył pysk, by coś powiedzieć.
Lacus? c:
Od Lacusa - CD historii Caffeine
Wzruszyłem ramionami, optymizm suczki cały czas mnie zadziwiał. Ruszyliśmy do miasteczka zwanego Pyskowice. Podobno mieszkają tam ludzie, ale pomimo tego i tak tam poszliśmy. Po jakimś czasie byliśmy już u celu, ludzie dreptali swoimi ścieżkami. Dwunożni nie zwracali na nas uwagi,.
-Mamo, zobacz jakie ładne pieski!- wykrzyczało nagle jakieś dziecko, podniosłem wzrok ze swoich łap, moim oczom ukazało się ludzkie dziecko które zbliżało się teraz do Coffe. Nie wiedziałem jak mam zareagować więc obserwowałem zaistniałą sytuację. W końcu dzieciak zostawił moją towarzyszkę i skierował się w moją stronę.
-Staś!- usłyszałem nagle dorosły głos kobiety- Zostaw te psy, mogą mieć wściekliznę!- skarciła swojego syna i trzymając go za rękę odeszła. Starałem się nie wybuchnąć śmiechem, ale słabo mi to wychodziło co musiało wyglądać komicznie. W jednej chwili ja i Coffe wybuchliśmy śmiechem.
-Lepiej wracajmy, za dużo ludzi się tu kręci- powiedziałem odwracając się w stronę terenów sfory. Jednak mała suczka uparcie stała w jednym miejscu.
Coffe?
-Mamo, zobacz jakie ładne pieski!- wykrzyczało nagle jakieś dziecko, podniosłem wzrok ze swoich łap, moim oczom ukazało się ludzkie dziecko które zbliżało się teraz do Coffe. Nie wiedziałem jak mam zareagować więc obserwowałem zaistniałą sytuację. W końcu dzieciak zostawił moją towarzyszkę i skierował się w moją stronę.
-Staś!- usłyszałem nagle dorosły głos kobiety- Zostaw te psy, mogą mieć wściekliznę!- skarciła swojego syna i trzymając go za rękę odeszła. Starałem się nie wybuchnąć śmiechem, ale słabo mi to wychodziło co musiało wyglądać komicznie. W jednej chwili ja i Coffe wybuchliśmy śmiechem.
-Lepiej wracajmy, za dużo ludzi się tu kręci- powiedziałem odwracając się w stronę terenów sfory. Jednak mała suczka uparcie stała w jednym miejscu.
Coffe?
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
Od Caffeine - CD historii Lacusa
Wiatr mocno zawiał w ich stronę. Sheltie przymknęła oczy i ziewnęła zaspana. Spali bardzo krótko, więc nie zdążyli w pełni odpocząć. Była zmęczona, lecz nie przeszkadzało jej to zbytnio. Widok, jaki mogła podziwiać wraz ze swoim towarzyszem, zupełnie jej to wynagradzał. Otworzyła oczy, by móc dalej na to wszystko patrzeć.
Niebo miało piękną, kolorową barwę. Zza drzew powoli wyłaniało się słońce, a jego promienie oświetlały otaczający ich las.
Zerknęła kątem oka na Lacusa. Jeśli chodzi o rozmowę na jego temat, niewiele mogła z niego wyciągnąć. Mimo wszystko wydawało jej się to zrozumiałe. Może nie chciał od razu jej wszystkiego o sobie opowiadać. Pogodziła się z tym, ale nie zmieniło to nastawienia do jego osoby. W zamian postanowiła mówić mu o sobie. Bardzo chciała w jakiś sposób nawiązać z nim kontakt. Najłatwiej było osiągnąć to po prostu przez luźną rozmowę.
Tylko że jedynym problemem było to, że nie bardzo wiedziała, od czego zacząć. Zagryzła dolną wargę. Po raz pierwszy od bardzo dawna miała problem z odezwaniem się. Spuściła wzrok. Postanowiła jeszcze przez chwilę w milczeniu oglądać wschód słońca. Sprawiało jej to przyjemność. Wielokrotnie wstawała wcześniej niż znajome jej psy i podziwiała to zjawisko w różnych miejscach. Była to suczka, która zwiedziła naprawdę kawał świata jak na psa. Przynajmniej dla niej było to dużo. Chciała korzystać z życia i czerpać z niego jak najwięcej. Miała ogromną nadzieję, że w Sforze Psiego Głosu uda jej się to kontynuować. Nie potrafiłaby spędzić swoich dni nic nie robiąc, a swoją aktywność ograniczając do samotnych przechadzek po lesie.
Nie, ona chciała dużo więcej.
Słońce wznosiło się coraz wyżej, aż w końcu wisiało wysoko nad nimi. Nie wiedziała, jak długo tu siedzieli. W międzyczasie porozmawiali trochę na różne tematy, między innymi dotyczące polowań w sforze, psów, które tu poznali... Zrobiło się jasno i bardzo gorąco. Letnie upały nie były tu niczym zaskakującym.
- Jezu, jak gorąco. - jęknęła Coffee.
- Właśnie. - potwierdził Lacus. - Może chodźmy na plażę albo gdzieś?
- Na plaży już byliśmy. - mruknęła suczka. - Jest tu jakieś jezioro, rzeka albo coś w tym stylu? Chciałabym zobaczyć resztę terenów, a ty?
- Ja też. - rozmyślił się husky. - To może znajdźmy kogoś, kto nas tam zaprowadzi. Sami pewnie znowu nie trafimy. - parsknął.
- Oj tam. - roześmiała się sheltie, potrząsając głową. Zamerdała ogonem. - Chodźmy, na pewno coś się znajdzie.
Ruszyli w stronę lasu. Szli ścieżką, a wokół nich słychać było śpiew ptaków. Znowu nie spotkali nikogo należącego do Sfory. Było to dosyć frustrujące, ale i tak sobie poradzili. Po killkunastu minutach ich oczom ukazała się szeroka rzeka.
- Byłam tu! - wykrzyknęła Caffeine, zadowolona, że wreszcie udało jej się rozpoznać jakikolwiek teren. Lacus spojrzał na nią pytająco. - To rzeka Kanga. - wyjaśniła. - Chyba właśnie tutaj spotkałam Sforzanina, który zaprosił mnie do Sfory.
Pies skinął głową. Zbliżyli się do rzeki, żeby się napić. Nareszcie była to słodka woda, a nie taka, jak nad morzem. Nagle suczka poczuła uderzenie i przewróciła się do przodu, wpadając do rzeki. Jej nowy kolega postanowił wepchnąć ją do wody. Zanurkowała i po chwili wynurzyła się na powierzchnię. Zamrugała oczami i gdy wreszcie mogła normalnie widzieć, posłała husky'emu groźne spojrzenie.
- Zapamiętam to sobie. - burknęła, na co on się roześmiał. Ona również zaczęła się śmiać. Następnie pies sam wskoczył do wody, przy okazji ją ochlapując. - Dzięki. - prychnęła, ale z jej pyszczka nie znikał uśmiech. Skakali i ochlapywali siebie nawzajem, zupełnie jak wczoraj na plaży. Kiedy skończyli, wyszli na brzeg. Caffeine otrzepała się z wody, a pojedyncze krople spływały po jej sierści.
- Co teraz? - spytała głosikiem znudzonego szczeniaka.
- Może przejdźmy się. Zobaczymy więcej terenów. - zasugerował husky.
- Zgoda. - odparła. Udali się w przeciwną stronę i minęli po drodze Staw Zakochanych, Wodospad Rożka i Fioletową Rzeczkę. Avendeer bardzo podobało się Coffee, ale zdecydowanie wolała Navydeer. Spacerowali po terenach, aż w końcu zwiedzili chyba wszystkie. Następnym razem nie powinni się zgubić.
Robiło się coraz później. Słońce zaszło z powrotem, minął kolejny dzień. Nawet nie zauważyli, kiedy zrobiło się tak ciemno. Suczka z jakiegoś powodu nie była już zmęczona. Chciała zrobić coś szalonego, korzystać z tego dnia.
Nagle ją olśniło. Przypomniała sobie, jak pies, który ją oprowadzał, wspomniał coś o Pyskowicach - niewielkim miasteczku w pobliżu terytorium Sfory. Podobno było tam bezpiecznie i raczej miło.
- Ej, Lacus. - zagaiła. - Chcesz wybrać się ze mną do Pyskowic? Wiesz, do tego miasteczka niedaleko.
- Teraz? - upewnił się pies. Uniósł brwi i spojrzał na nią z powątpiewaniem.
- Mhm. - przytaknęła skinieniem głowy. Spojrzała mu w oczy, nie kryjąc nadziei. - To jak?
Lacus?
Niebo miało piękną, kolorową barwę. Zza drzew powoli wyłaniało się słońce, a jego promienie oświetlały otaczający ich las.
Zerknęła kątem oka na Lacusa. Jeśli chodzi o rozmowę na jego temat, niewiele mogła z niego wyciągnąć. Mimo wszystko wydawało jej się to zrozumiałe. Może nie chciał od razu jej wszystkiego o sobie opowiadać. Pogodziła się z tym, ale nie zmieniło to nastawienia do jego osoby. W zamian postanowiła mówić mu o sobie. Bardzo chciała w jakiś sposób nawiązać z nim kontakt. Najłatwiej było osiągnąć to po prostu przez luźną rozmowę.
Tylko że jedynym problemem było to, że nie bardzo wiedziała, od czego zacząć. Zagryzła dolną wargę. Po raz pierwszy od bardzo dawna miała problem z odezwaniem się. Spuściła wzrok. Postanowiła jeszcze przez chwilę w milczeniu oglądać wschód słońca. Sprawiało jej to przyjemność. Wielokrotnie wstawała wcześniej niż znajome jej psy i podziwiała to zjawisko w różnych miejscach. Była to suczka, która zwiedziła naprawdę kawał świata jak na psa. Przynajmniej dla niej było to dużo. Chciała korzystać z życia i czerpać z niego jak najwięcej. Miała ogromną nadzieję, że w Sforze Psiego Głosu uda jej się to kontynuować. Nie potrafiłaby spędzić swoich dni nic nie robiąc, a swoją aktywność ograniczając do samotnych przechadzek po lesie.
Nie, ona chciała dużo więcej.
Słońce wznosiło się coraz wyżej, aż w końcu wisiało wysoko nad nimi. Nie wiedziała, jak długo tu siedzieli. W międzyczasie porozmawiali trochę na różne tematy, między innymi dotyczące polowań w sforze, psów, które tu poznali... Zrobiło się jasno i bardzo gorąco. Letnie upały nie były tu niczym zaskakującym.
- Jezu, jak gorąco. - jęknęła Coffee.
- Właśnie. - potwierdził Lacus. - Może chodźmy na plażę albo gdzieś?
- Na plaży już byliśmy. - mruknęła suczka. - Jest tu jakieś jezioro, rzeka albo coś w tym stylu? Chciałabym zobaczyć resztę terenów, a ty?
- Ja też. - rozmyślił się husky. - To może znajdźmy kogoś, kto nas tam zaprowadzi. Sami pewnie znowu nie trafimy. - parsknął.
- Oj tam. - roześmiała się sheltie, potrząsając głową. Zamerdała ogonem. - Chodźmy, na pewno coś się znajdzie.
Ruszyli w stronę lasu. Szli ścieżką, a wokół nich słychać było śpiew ptaków. Znowu nie spotkali nikogo należącego do Sfory. Było to dosyć frustrujące, ale i tak sobie poradzili. Po killkunastu minutach ich oczom ukazała się szeroka rzeka.
- Byłam tu! - wykrzyknęła Caffeine, zadowolona, że wreszcie udało jej się rozpoznać jakikolwiek teren. Lacus spojrzał na nią pytająco. - To rzeka Kanga. - wyjaśniła. - Chyba właśnie tutaj spotkałam Sforzanina, który zaprosił mnie do Sfory.
Pies skinął głową. Zbliżyli się do rzeki, żeby się napić. Nareszcie była to słodka woda, a nie taka, jak nad morzem. Nagle suczka poczuła uderzenie i przewróciła się do przodu, wpadając do rzeki. Jej nowy kolega postanowił wepchnąć ją do wody. Zanurkowała i po chwili wynurzyła się na powierzchnię. Zamrugała oczami i gdy wreszcie mogła normalnie widzieć, posłała husky'emu groźne spojrzenie.
- Zapamiętam to sobie. - burknęła, na co on się roześmiał. Ona również zaczęła się śmiać. Następnie pies sam wskoczył do wody, przy okazji ją ochlapując. - Dzięki. - prychnęła, ale z jej pyszczka nie znikał uśmiech. Skakali i ochlapywali siebie nawzajem, zupełnie jak wczoraj na plaży. Kiedy skończyli, wyszli na brzeg. Caffeine otrzepała się z wody, a pojedyncze krople spływały po jej sierści.
- Co teraz? - spytała głosikiem znudzonego szczeniaka.
- Może przejdźmy się. Zobaczymy więcej terenów. - zasugerował husky.
- Zgoda. - odparła. Udali się w przeciwną stronę i minęli po drodze Staw Zakochanych, Wodospad Rożka i Fioletową Rzeczkę. Avendeer bardzo podobało się Coffee, ale zdecydowanie wolała Navydeer. Spacerowali po terenach, aż w końcu zwiedzili chyba wszystkie. Następnym razem nie powinni się zgubić.
Robiło się coraz później. Słońce zaszło z powrotem, minął kolejny dzień. Nawet nie zauważyli, kiedy zrobiło się tak ciemno. Suczka z jakiegoś powodu nie była już zmęczona. Chciała zrobić coś szalonego, korzystać z tego dnia.
Nagle ją olśniło. Przypomniała sobie, jak pies, który ją oprowadzał, wspomniał coś o Pyskowicach - niewielkim miasteczku w pobliżu terytorium Sfory. Podobno było tam bezpiecznie i raczej miło.
- Ej, Lacus. - zagaiła. - Chcesz wybrać się ze mną do Pyskowic? Wiesz, do tego miasteczka niedaleko.
- Teraz? - upewnił się pies. Uniósł brwi i spojrzał na nią z powątpiewaniem.
- Mhm. - przytaknęła skinieniem głowy. Spojrzała mu w oczy, nie kryjąc nadziei. - To jak?
Lacus?
Od Lacusa - CD historii Caffeine
Wzruszyłem ramionami
-Będziemy spać pod gołym niebem- powiedziałem, suczka przytaknęła
-To dobry pomysł- oznajmiła
-Przynajmniej zobaczymy wschód słońca- stwierdziłem wpatrując się niemrawo w gwiazdy. Coffe położyła się na ziemi i już po chwili była zwinięta w kulkę. Ja także położyłem się, oczywiście w odpowiedniej odległości od mojej towarzyszki która już smacznie spała. Po chwili także odpłynąłem do krainy snów.
~Timeskip~
Obudziłem się, idealnie przed wschodem słońca. Szybko zacząłem potrząsać Coffe
-Co jest?- spytała zaspanym głosem
-Wschód słońca- powiedziałem ziewając, suczka szybko podniosła się. Odwróciliśmy się w stronę wschodu, słońce powoli podnosiło się i dawało światło które oświetlało tereny sfory. Westchnąłem, w tamtej chwili wiatr zawiał w naszą stronę.
-Pod wiatr- wymruczałem
-Co?- spytała suczka która widocznie nie usłyszała tego co mówię
-Nic, nic- powiedziałem wpatrując się w horyzont.
Coffee?
-Będziemy spać pod gołym niebem- powiedziałem, suczka przytaknęła
-To dobry pomysł- oznajmiła
-Przynajmniej zobaczymy wschód słońca- stwierdziłem wpatrując się niemrawo w gwiazdy. Coffe położyła się na ziemi i już po chwili była zwinięta w kulkę. Ja także położyłem się, oczywiście w odpowiedniej odległości od mojej towarzyszki która już smacznie spała. Po chwili także odpłynąłem do krainy snów.
~Timeskip~
Obudziłem się, idealnie przed wschodem słońca. Szybko zacząłem potrząsać Coffe
-Co jest?- spytała zaspanym głosem
-Wschód słońca- powiedziałem ziewając, suczka szybko podniosła się. Odwróciliśmy się w stronę wschodu, słońce powoli podnosiło się i dawało światło które oświetlało tereny sfory. Westchnąłem, w tamtej chwili wiatr zawiał w naszą stronę.
-Pod wiatr- wymruczałem
-Co?- spytała suczka która widocznie nie usłyszała tego co mówię
-Nic, nic- powiedziałem wpatrując się w horyzont.
Coffee?
Od Caffeine - CD historii Lacusa
Sheltie była cała mokra. Zachichotała i po chwili również wskoczyła do wody. Nie miała tu gruntu. Zanurzyła się cała w morzu, po czym wyłoniła się na powierzchnię. Podpłynęła z powrotem do wysepki. Wdrapała się na górę po skałach i położyła się obok husky'ego. Woda spływała po jej długiej sierści. Spojrzała na słońce, które powoli znikało już za horyzontem. Ten widok był cudowny, ale nie należał do jej ulubionych.
- Lubisz patrzeć na zachody słońca? - zagaił Lacus.
- Tak. - przytaknęła skinieniem głowy. - Ale nie aż tak bardzo jak wschody. Moim zdaniem są jeszcze piękniejsze, ale rzadziej się je ogląda. Niestety.
- Dobra, następnym razem możemy zobaczyć wschód słońca. - parsknął pies. Nie była pewna, czy mówił poważnie, lecz była zachwycona tym pomysłem. Tereny Sfory były śliczne, było tu naprawdę dużo miejsc, gdzie mogli to zrobić.
Jeszcze chwilę porozmawiali. Coffee bardzo polubiła swojego nowego znajomego. Wydawał się podobny do niej - mniej lub bardziej, ale podobny. Miała wrażenie, że dobrze się dogadywali. Uznała to za dobry początek życia w Sforze Psiego Głosu.
Zrobiło się ciemno. Na niebie pojawiały się pojedyncze gwiazdy, w oddali było widać księżyc.
- Robi się późno. - zauważyła suczka, choć dla niej to nie było problemem. Mogła mieć tylko kłopot z trafieniem do swojego domu w ciemności. Jeszcze nie znała terenów tak dobrze jak powinna. Czuła, że Lacus również. Oboje dołączyli dopiero niedawno.
Miała szczęście, że mieszkali blisko siebie.
- Chyba powinniśmy wracać. - stwierdził pies. Sheltie kiwnęła głową w odpowiedzi.
Szli wzdłuż plaży. Caffeine zastanawiała się, czy na pewno idą w dobrą stronę, ale na wszelki wypadek nie odzywała się. Sama nie wiedziała, jak dojść do Lasu wrzosowego.
Po pewnym czasie ujrzeli stado galopujących koni.
- Tędy chyba nie szliśmy. - stwierdziła Coffee.
- Racja. - przyznał Lacus. - Ale spokojnie, jakoś trafimy z powrotem...
Roześmiała się. Cała ta sytuacja była dla niej przygodą.
Skierowali się w stronę pobliskiego lasu. Nie spotkali na swojej drodze żadnego psa. Dotarli do wodospadu, w którym płynąca woda miała złotą barwę.
- Teraz to już naprawdę nie wiem, gdzie my jesteśmy. - sheltie rozejrzała się wokół. Kiedy nikogo nie potrzebowała, w okolicy było mnóstwo psów. A teraz, gdy jakiś doświadczony sforzanin by im się przydał, nikogo nie było. - Co teraz? - parsknęła.
Lacus? :'D
Od Lacusa - CD historii Caffeine
-Jeśli chodzi o to co robię w sforze to jestem czatującym- powiedziałem- A ty?- spytałem
-Ja jestem naganiającą- odpowiedziała, przytaknąłem. Siedzieliśmy w ciszy, w głowie próbowałem wymyślić jakiś temat do rozmowy, ale w głowie miałem tylko pustkę. Wbiłem wzrok w horyzont, dzień dzisiejszy był naprawdę gorący. Najgorsze było to że woda morska była słona i nie dało się z niej napić, a wokół nas było tylko morze.
-Miałeś kiedyś kogoś?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Coffe
-Nie, nie miałem- odpowiedziałem, suczka przytaknęła. Rozmowa znów wygasła i siedzieliśmy w milczeniu. Nie mogłem wytrzymać z gorąca, wstałem i cofnąłem się kilka kroków. Zacząłem biec, na krawędzi wysepki wybiłem się, z wielkim pluskiem wylądowałem w morskiej wodzie. Temperatura morza była idealna, nie za zimna i nie za ciepła, ale idealna aby się ochłodzić. Popływałem chwilę a potem wróciłem znowu na ląd. Otrzepałem wodę z futra przy tym ochlapując moją towarzyszkę. Ta zachichotała. Położyłem się na ziemi.
Coffe?
-Ja jestem naganiającą- odpowiedziała, przytaknąłem. Siedzieliśmy w ciszy, w głowie próbowałem wymyślić jakiś temat do rozmowy, ale w głowie miałem tylko pustkę. Wbiłem wzrok w horyzont, dzień dzisiejszy był naprawdę gorący. Najgorsze było to że woda morska była słona i nie dało się z niej napić, a wokół nas było tylko morze.
-Miałeś kiedyś kogoś?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Coffe
-Nie, nie miałem- odpowiedziałem, suczka przytaknęła. Rozmowa znów wygasła i siedzieliśmy w milczeniu. Nie mogłem wytrzymać z gorąca, wstałem i cofnąłem się kilka kroków. Zacząłem biec, na krawędzi wysepki wybiłem się, z wielkim pluskiem wylądowałem w morskiej wodzie. Temperatura morza była idealna, nie za zimna i nie za ciepła, ale idealna aby się ochłodzić. Popływałem chwilę a potem wróciłem znowu na ląd. Otrzepałem wodę z futra przy tym ochlapując moją towarzyszkę. Ta zachichotała. Położyłem się na ziemi.
Coffe?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)