Posłałam mu niechętne spojrzenie, nie kryjąc przy tym swojego swojego rozczarowania.
- Chyba żartujesz. - skomentowałam. - Dopiero co przyszliśmy. Nawet nie zdążyłam się rozejrzeć.
- Coffee... - westchnął husky i pokręcił głową.
- Jak chcesz to idź. - wzruszyłam ramionami. Spojrzał na mnie zdezorientowany. Rozbawiło mnie to. - Zostanę tu sama.
- Nie trafisz z powrotem. - parsknął pies.
- Nieprawda! - roześmiałam się. Lacus uniósł brwi, najwyraźniej mi nie wierząc. - To jak? Zostajesz ze mną czy wracasz? Ja i tak na razie nigdzie się nie ruszam. Chcę zwiedzić to miasteczko. - oznajmiłam.
- Jak chcesz... - mruknął mój towarzysz. Zamerdałam ogonem i uśmiechnęłam się szeroko.
- No to w drogę! - zawołałam. Ruszyliśmy w stronę latarni. Mijaliśmy różne domy, gdzie paliły się światła. Słychać było stamtąd różne głosy - usłyszeliśmy młode małżeństwo spodziewające się dziecka, dzieci bawiące się w ogrodzie... Podsłuchiwanie rozmów dwunożnych było bardzo ciekawe. Jednak moją szczególną uwagę przyciągnął jeden dom, od którego wprost biło chłodem. Do moich uszu dotarły krzyki i płacz.
- Nienawidzę cię! - wrzasnęła jakaś dziewczyna, po tonie głosu stwierdziłam, że powiedziała to przez łzy. Obok niej stała jakaś kobieta, pewnie jej matka. Ona również płakała. Ale to wysokiego mężczyznę było słychać najbardziej. Krzyczał coś w ich stronę, ale co drugie słowo było dla mnie niezrozumiałe.
Zrobiło mi się przykro na ten widok. Była to moim zdaniem bardzo nieszczęśliwa rodzina. Nigdy nie chciałabym z taką mieszkać. Spojrzałam smutno na Lacusa. On chyba czuł to samo, co ja. Odeszliśmy stamtąd, zbliżając się bardziej w stronę centrum Pyskowic. Już z daleka było czuć cudowne zapachy restauracji. Zaburczało mi w brzuchu, a z mojego pyska pociekła ślina na samą myśl o tym. Przypominało mi się, że od kilku godzin nic nie jadłam. Wymieniłam z husky'm pojedyncze spojrzenia.
- Idziemy? - poruszyłam znacząco brwiami.
Pewnie Lacus miałby coś mądrego do powiedzenia na ten temat, ale tym razem chyba był tak głodny jak ja.
- Dobra. - zgodził się. Podskoczyłam radośnie. Potruchtaliśmy w kierunku miejsca, skąd dobiegał zapach. - Jak zamierzasz zdobyć to jedzenie? - przekręcił głowę.
Dobre pytanie.
- Eee... - wyjąkałam. - Po prostu tam chodźmy.
Wzruszył ramionami i otworzył pysk, by coś powiedzieć.
Lacus? c:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Caffeine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Caffeine. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 sierpnia 2017
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
Od Caffeine - CD historii Lacusa
Wiatr mocno zawiał w ich stronę. Sheltie przymknęła oczy i ziewnęła zaspana. Spali bardzo krótko, więc nie zdążyli w pełni odpocząć. Była zmęczona, lecz nie przeszkadzało jej to zbytnio. Widok, jaki mogła podziwiać wraz ze swoim towarzyszem, zupełnie jej to wynagradzał. Otworzyła oczy, by móc dalej na to wszystko patrzeć.
Niebo miało piękną, kolorową barwę. Zza drzew powoli wyłaniało się słońce, a jego promienie oświetlały otaczający ich las.
Zerknęła kątem oka na Lacusa. Jeśli chodzi o rozmowę na jego temat, niewiele mogła z niego wyciągnąć. Mimo wszystko wydawało jej się to zrozumiałe. Może nie chciał od razu jej wszystkiego o sobie opowiadać. Pogodziła się z tym, ale nie zmieniło to nastawienia do jego osoby. W zamian postanowiła mówić mu o sobie. Bardzo chciała w jakiś sposób nawiązać z nim kontakt. Najłatwiej było osiągnąć to po prostu przez luźną rozmowę.
Tylko że jedynym problemem było to, że nie bardzo wiedziała, od czego zacząć. Zagryzła dolną wargę. Po raz pierwszy od bardzo dawna miała problem z odezwaniem się. Spuściła wzrok. Postanowiła jeszcze przez chwilę w milczeniu oglądać wschód słońca. Sprawiało jej to przyjemność. Wielokrotnie wstawała wcześniej niż znajome jej psy i podziwiała to zjawisko w różnych miejscach. Była to suczka, która zwiedziła naprawdę kawał świata jak na psa. Przynajmniej dla niej było to dużo. Chciała korzystać z życia i czerpać z niego jak najwięcej. Miała ogromną nadzieję, że w Sforze Psiego Głosu uda jej się to kontynuować. Nie potrafiłaby spędzić swoich dni nic nie robiąc, a swoją aktywność ograniczając do samotnych przechadzek po lesie.
Nie, ona chciała dużo więcej.
Słońce wznosiło się coraz wyżej, aż w końcu wisiało wysoko nad nimi. Nie wiedziała, jak długo tu siedzieli. W międzyczasie porozmawiali trochę na różne tematy, między innymi dotyczące polowań w sforze, psów, które tu poznali... Zrobiło się jasno i bardzo gorąco. Letnie upały nie były tu niczym zaskakującym.
- Jezu, jak gorąco. - jęknęła Coffee.
- Właśnie. - potwierdził Lacus. - Może chodźmy na plażę albo gdzieś?
- Na plaży już byliśmy. - mruknęła suczka. - Jest tu jakieś jezioro, rzeka albo coś w tym stylu? Chciałabym zobaczyć resztę terenów, a ty?
- Ja też. - rozmyślił się husky. - To może znajdźmy kogoś, kto nas tam zaprowadzi. Sami pewnie znowu nie trafimy. - parsknął.
- Oj tam. - roześmiała się sheltie, potrząsając głową. Zamerdała ogonem. - Chodźmy, na pewno coś się znajdzie.
Ruszyli w stronę lasu. Szli ścieżką, a wokół nich słychać było śpiew ptaków. Znowu nie spotkali nikogo należącego do Sfory. Było to dosyć frustrujące, ale i tak sobie poradzili. Po killkunastu minutach ich oczom ukazała się szeroka rzeka.
- Byłam tu! - wykrzyknęła Caffeine, zadowolona, że wreszcie udało jej się rozpoznać jakikolwiek teren. Lacus spojrzał na nią pytająco. - To rzeka Kanga. - wyjaśniła. - Chyba właśnie tutaj spotkałam Sforzanina, który zaprosił mnie do Sfory.
Pies skinął głową. Zbliżyli się do rzeki, żeby się napić. Nareszcie była to słodka woda, a nie taka, jak nad morzem. Nagle suczka poczuła uderzenie i przewróciła się do przodu, wpadając do rzeki. Jej nowy kolega postanowił wepchnąć ją do wody. Zanurkowała i po chwili wynurzyła się na powierzchnię. Zamrugała oczami i gdy wreszcie mogła normalnie widzieć, posłała husky'emu groźne spojrzenie.
- Zapamiętam to sobie. - burknęła, na co on się roześmiał. Ona również zaczęła się śmiać. Następnie pies sam wskoczył do wody, przy okazji ją ochlapując. - Dzięki. - prychnęła, ale z jej pyszczka nie znikał uśmiech. Skakali i ochlapywali siebie nawzajem, zupełnie jak wczoraj na plaży. Kiedy skończyli, wyszli na brzeg. Caffeine otrzepała się z wody, a pojedyncze krople spływały po jej sierści.
- Co teraz? - spytała głosikiem znudzonego szczeniaka.
- Może przejdźmy się. Zobaczymy więcej terenów. - zasugerował husky.
- Zgoda. - odparła. Udali się w przeciwną stronę i minęli po drodze Staw Zakochanych, Wodospad Rożka i Fioletową Rzeczkę. Avendeer bardzo podobało się Coffee, ale zdecydowanie wolała Navydeer. Spacerowali po terenach, aż w końcu zwiedzili chyba wszystkie. Następnym razem nie powinni się zgubić.
Robiło się coraz później. Słońce zaszło z powrotem, minął kolejny dzień. Nawet nie zauważyli, kiedy zrobiło się tak ciemno. Suczka z jakiegoś powodu nie była już zmęczona. Chciała zrobić coś szalonego, korzystać z tego dnia.
Nagle ją olśniło. Przypomniała sobie, jak pies, który ją oprowadzał, wspomniał coś o Pyskowicach - niewielkim miasteczku w pobliżu terytorium Sfory. Podobno było tam bezpiecznie i raczej miło.
- Ej, Lacus. - zagaiła. - Chcesz wybrać się ze mną do Pyskowic? Wiesz, do tego miasteczka niedaleko.
- Teraz? - upewnił się pies. Uniósł brwi i spojrzał na nią z powątpiewaniem.
- Mhm. - przytaknęła skinieniem głowy. Spojrzała mu w oczy, nie kryjąc nadziei. - To jak?
Lacus?
Niebo miało piękną, kolorową barwę. Zza drzew powoli wyłaniało się słońce, a jego promienie oświetlały otaczający ich las.
Zerknęła kątem oka na Lacusa. Jeśli chodzi o rozmowę na jego temat, niewiele mogła z niego wyciągnąć. Mimo wszystko wydawało jej się to zrozumiałe. Może nie chciał od razu jej wszystkiego o sobie opowiadać. Pogodziła się z tym, ale nie zmieniło to nastawienia do jego osoby. W zamian postanowiła mówić mu o sobie. Bardzo chciała w jakiś sposób nawiązać z nim kontakt. Najłatwiej było osiągnąć to po prostu przez luźną rozmowę.
Tylko że jedynym problemem było to, że nie bardzo wiedziała, od czego zacząć. Zagryzła dolną wargę. Po raz pierwszy od bardzo dawna miała problem z odezwaniem się. Spuściła wzrok. Postanowiła jeszcze przez chwilę w milczeniu oglądać wschód słońca. Sprawiało jej to przyjemność. Wielokrotnie wstawała wcześniej niż znajome jej psy i podziwiała to zjawisko w różnych miejscach. Była to suczka, która zwiedziła naprawdę kawał świata jak na psa. Przynajmniej dla niej było to dużo. Chciała korzystać z życia i czerpać z niego jak najwięcej. Miała ogromną nadzieję, że w Sforze Psiego Głosu uda jej się to kontynuować. Nie potrafiłaby spędzić swoich dni nic nie robiąc, a swoją aktywność ograniczając do samotnych przechadzek po lesie.
Nie, ona chciała dużo więcej.
Słońce wznosiło się coraz wyżej, aż w końcu wisiało wysoko nad nimi. Nie wiedziała, jak długo tu siedzieli. W międzyczasie porozmawiali trochę na różne tematy, między innymi dotyczące polowań w sforze, psów, które tu poznali... Zrobiło się jasno i bardzo gorąco. Letnie upały nie były tu niczym zaskakującym.
- Jezu, jak gorąco. - jęknęła Coffee.
- Właśnie. - potwierdził Lacus. - Może chodźmy na plażę albo gdzieś?
- Na plaży już byliśmy. - mruknęła suczka. - Jest tu jakieś jezioro, rzeka albo coś w tym stylu? Chciałabym zobaczyć resztę terenów, a ty?
- Ja też. - rozmyślił się husky. - To może znajdźmy kogoś, kto nas tam zaprowadzi. Sami pewnie znowu nie trafimy. - parsknął.
- Oj tam. - roześmiała się sheltie, potrząsając głową. Zamerdała ogonem. - Chodźmy, na pewno coś się znajdzie.
Ruszyli w stronę lasu. Szli ścieżką, a wokół nich słychać było śpiew ptaków. Znowu nie spotkali nikogo należącego do Sfory. Było to dosyć frustrujące, ale i tak sobie poradzili. Po killkunastu minutach ich oczom ukazała się szeroka rzeka.
- Byłam tu! - wykrzyknęła Caffeine, zadowolona, że wreszcie udało jej się rozpoznać jakikolwiek teren. Lacus spojrzał na nią pytająco. - To rzeka Kanga. - wyjaśniła. - Chyba właśnie tutaj spotkałam Sforzanina, który zaprosił mnie do Sfory.
Pies skinął głową. Zbliżyli się do rzeki, żeby się napić. Nareszcie była to słodka woda, a nie taka, jak nad morzem. Nagle suczka poczuła uderzenie i przewróciła się do przodu, wpadając do rzeki. Jej nowy kolega postanowił wepchnąć ją do wody. Zanurkowała i po chwili wynurzyła się na powierzchnię. Zamrugała oczami i gdy wreszcie mogła normalnie widzieć, posłała husky'emu groźne spojrzenie.
- Zapamiętam to sobie. - burknęła, na co on się roześmiał. Ona również zaczęła się śmiać. Następnie pies sam wskoczył do wody, przy okazji ją ochlapując. - Dzięki. - prychnęła, ale z jej pyszczka nie znikał uśmiech. Skakali i ochlapywali siebie nawzajem, zupełnie jak wczoraj na plaży. Kiedy skończyli, wyszli na brzeg. Caffeine otrzepała się z wody, a pojedyncze krople spływały po jej sierści.
- Co teraz? - spytała głosikiem znudzonego szczeniaka.
- Może przejdźmy się. Zobaczymy więcej terenów. - zasugerował husky.
- Zgoda. - odparła. Udali się w przeciwną stronę i minęli po drodze Staw Zakochanych, Wodospad Rożka i Fioletową Rzeczkę. Avendeer bardzo podobało się Coffee, ale zdecydowanie wolała Navydeer. Spacerowali po terenach, aż w końcu zwiedzili chyba wszystkie. Następnym razem nie powinni się zgubić.
Robiło się coraz później. Słońce zaszło z powrotem, minął kolejny dzień. Nawet nie zauważyli, kiedy zrobiło się tak ciemno. Suczka z jakiegoś powodu nie była już zmęczona. Chciała zrobić coś szalonego, korzystać z tego dnia.
Nagle ją olśniło. Przypomniała sobie, jak pies, który ją oprowadzał, wspomniał coś o Pyskowicach - niewielkim miasteczku w pobliżu terytorium Sfory. Podobno było tam bezpiecznie i raczej miło.
- Ej, Lacus. - zagaiła. - Chcesz wybrać się ze mną do Pyskowic? Wiesz, do tego miasteczka niedaleko.
- Teraz? - upewnił się pies. Uniósł brwi i spojrzał na nią z powątpiewaniem.
- Mhm. - przytaknęła skinieniem głowy. Spojrzała mu w oczy, nie kryjąc nadziei. - To jak?
Lacus?
Od Caffeine - CD historii Lacusa
Sheltie była cała mokra. Zachichotała i po chwili również wskoczyła do wody. Nie miała tu gruntu. Zanurzyła się cała w morzu, po czym wyłoniła się na powierzchnię. Podpłynęła z powrotem do wysepki. Wdrapała się na górę po skałach i położyła się obok husky'ego. Woda spływała po jej długiej sierści. Spojrzała na słońce, które powoli znikało już za horyzontem. Ten widok był cudowny, ale nie należał do jej ulubionych.
- Lubisz patrzeć na zachody słońca? - zagaił Lacus.
- Tak. - przytaknęła skinieniem głowy. - Ale nie aż tak bardzo jak wschody. Moim zdaniem są jeszcze piękniejsze, ale rzadziej się je ogląda. Niestety.
- Dobra, następnym razem możemy zobaczyć wschód słońca. - parsknął pies. Nie była pewna, czy mówił poważnie, lecz była zachwycona tym pomysłem. Tereny Sfory były śliczne, było tu naprawdę dużo miejsc, gdzie mogli to zrobić.
Jeszcze chwilę porozmawiali. Coffee bardzo polubiła swojego nowego znajomego. Wydawał się podobny do niej - mniej lub bardziej, ale podobny. Miała wrażenie, że dobrze się dogadywali. Uznała to za dobry początek życia w Sforze Psiego Głosu.
Zrobiło się ciemno. Na niebie pojawiały się pojedyncze gwiazdy, w oddali było widać księżyc.
- Robi się późno. - zauważyła suczka, choć dla niej to nie było problemem. Mogła mieć tylko kłopot z trafieniem do swojego domu w ciemności. Jeszcze nie znała terenów tak dobrze jak powinna. Czuła, że Lacus również. Oboje dołączyli dopiero niedawno.
Miała szczęście, że mieszkali blisko siebie.
- Chyba powinniśmy wracać. - stwierdził pies. Sheltie kiwnęła głową w odpowiedzi.
Szli wzdłuż plaży. Caffeine zastanawiała się, czy na pewno idą w dobrą stronę, ale na wszelki wypadek nie odzywała się. Sama nie wiedziała, jak dojść do Lasu wrzosowego.
Po pewnym czasie ujrzeli stado galopujących koni.
- Tędy chyba nie szliśmy. - stwierdziła Coffee.
- Racja. - przyznał Lacus. - Ale spokojnie, jakoś trafimy z powrotem...
Roześmiała się. Cała ta sytuacja była dla niej przygodą.
Skierowali się w stronę pobliskiego lasu. Nie spotkali na swojej drodze żadnego psa. Dotarli do wodospadu, w którym płynąca woda miała złotą barwę.
- Teraz to już naprawdę nie wiem, gdzie my jesteśmy. - sheltie rozejrzała się wokół. Kiedy nikogo nie potrzebowała, w okolicy było mnóstwo psów. A teraz, gdy jakiś doświadczony sforzanin by im się przydał, nikogo nie było. - Co teraz? - parsknęła.
Lacus? :'D
niedziela, 27 sierpnia 2017
Od Caffeine - CD historii Lacusa
Ogród, do którego dotarli, był zdaniem suczki cudowny. Nie mogła przestać rozglądać się dookoła i podziwiać to piękne miejsce. Lacus parsknął śmiechem.
- Z czego się cieszysz? - odwróciła się do niego i przekręciła głowę. W jej głosie nie było ani cienia pretensji, ale nie brzmiało to również jak żart.
- Nic. Śmiesznie wyglądasz, kiedy tak to wszystko obserwujesz. - stwierdził. Coffee wiedziała, że swoim zachowaniem wielokrotnie przypominała szczeniaka, jednak nie wydawało jej się, żeby jej zachwyt był czymś zabawnym. Mimo to roześmiała się serdecznie, jak to ona. Po chwili jednak spoważniała.
- Bardzo. - burknęła, udając obrażoną. Długo nie wytrzymała takiej powagi. Dziś miała szczególnie dobry humor, a to nie była jej wina, że Lacus stał się tego ofiarą. Jej nastrój zwykle udzielał się wszystkim wokół niej. Potrafiła zarazić swoją radością całe otoczenie. Nigdy nikt nie miał jej tego za złe. Podeszła do niego i lekko uderzyła go łapą. - Berek. - rzekła.
- Słucham? - wydusił husky, patrząc na nią z niedowierzaniem. Jego mina mówiła wszystko. Sheltie mogła czytać z niej jak z otwartej księgi. "Chyba jesteś już dorosła. Tego typu zabawy dobre są dla szczeniąt, nie wydaje ci się?", zdawał się mówić, ale chyba był zbyt miły, by jej to powiedzieć w bardziej dobitny sposób.
- Berek. - powtórzyła. - Nigdy nie grałam w berka w tak pięknym miejscu, jak ten ogród! Chyba pora to nadrobić. - stwierdziła. - Ty pewnie też nigdy tego nie robiłeś. - dodała po chwili namysłu.
Pies nie wyglądał na przekonanego.
- Oj, no weeeeź... - uśmiechnęła się szeroko.
- No dobra. - ostatecznie się zgodził. Suczka wystrzeliła przed siebie, a husky ruszył za nią. Po chwili ją złapał, a role się odwróciły. Zabawa zajęła im dość dużo czasu. Biegali niemalże po całym Navydeer, co jakiś czas spotykając inne psy, które udawały, że ich nie widzą. No bo co mogli by powiedzieć? Dwójka dorosłych psów ganiających się niczym szczeniaki...
Po pewnym czasie dotarli na plażę. Zdyszani, wpadli do wody i zaczęli się wzajemnie ochlapywać. Ich oczom ukazała się śliczna, niewielka wysepka. Zanim Lacus zdążył cokolwiek powiedzieć, Coffee już szła w tamtą stronę. Wysepka była na tyle blisko brzegu, że nawet ona mogła tam po prostu dojść, dopiero pod koniec musiała kawałek podpłynąć, lecz nie sprawiło jej to problemu. Słyszała, że husky zmierza za nią. Wdrapała się na górę po kamieniach, co zajęło jej więcej czasu niż jej towarzyszowi. Znaleźli się na miejscu w tym samym czasie. Weszli trochę wyżej i usiedli obok rosnącej tam palmy. Przed nimi rozciągało się wielkie może. Fale uderzały o skały, co jakiś czas pojedyncze krople do nich sięgały.
Suczka przymknęła oczy, a wiatr dmuchnął w jej długą sierść. Westchnęła z zadowoleniem. Robiło się późno, słońce chyliło się ku zachodowi.
- Opowiesz mi coś o sobie? - zagadnęła. - Co lubisz robić?
- Czemu pytasz? - zaśmiał się. - A co konkretnie chcesz wiedzieć?
- Cokolwiek. - odparła. - Jestem ciekawa, z kim właśnie siedzę. Może jesteś zabójcą czy kimś, nie wiem. Albo co robisz, gdy cię tu nie ma. To jak? - spojrzała na niego kątem oka.
Lacus? Wybacz ten poślizg. ;-;
- Z czego się cieszysz? - odwróciła się do niego i przekręciła głowę. W jej głosie nie było ani cienia pretensji, ale nie brzmiało to również jak żart.
- Nic. Śmiesznie wyglądasz, kiedy tak to wszystko obserwujesz. - stwierdził. Coffee wiedziała, że swoim zachowaniem wielokrotnie przypominała szczeniaka, jednak nie wydawało jej się, żeby jej zachwyt był czymś zabawnym. Mimo to roześmiała się serdecznie, jak to ona. Po chwili jednak spoważniała.
- Bardzo. - burknęła, udając obrażoną. Długo nie wytrzymała takiej powagi. Dziś miała szczególnie dobry humor, a to nie była jej wina, że Lacus stał się tego ofiarą. Jej nastrój zwykle udzielał się wszystkim wokół niej. Potrafiła zarazić swoją radością całe otoczenie. Nigdy nikt nie miał jej tego za złe. Podeszła do niego i lekko uderzyła go łapą. - Berek. - rzekła.
- Słucham? - wydusił husky, patrząc na nią z niedowierzaniem. Jego mina mówiła wszystko. Sheltie mogła czytać z niej jak z otwartej księgi. "Chyba jesteś już dorosła. Tego typu zabawy dobre są dla szczeniąt, nie wydaje ci się?", zdawał się mówić, ale chyba był zbyt miły, by jej to powiedzieć w bardziej dobitny sposób.
- Berek. - powtórzyła. - Nigdy nie grałam w berka w tak pięknym miejscu, jak ten ogród! Chyba pora to nadrobić. - stwierdziła. - Ty pewnie też nigdy tego nie robiłeś. - dodała po chwili namysłu.
Pies nie wyglądał na przekonanego.
- Oj, no weeeeź... - uśmiechnęła się szeroko.
- No dobra. - ostatecznie się zgodził. Suczka wystrzeliła przed siebie, a husky ruszył za nią. Po chwili ją złapał, a role się odwróciły. Zabawa zajęła im dość dużo czasu. Biegali niemalże po całym Navydeer, co jakiś czas spotykając inne psy, które udawały, że ich nie widzą. No bo co mogli by powiedzieć? Dwójka dorosłych psów ganiających się niczym szczeniaki...
Po pewnym czasie dotarli na plażę. Zdyszani, wpadli do wody i zaczęli się wzajemnie ochlapywać. Ich oczom ukazała się śliczna, niewielka wysepka. Zanim Lacus zdążył cokolwiek powiedzieć, Coffee już szła w tamtą stronę. Wysepka była na tyle blisko brzegu, że nawet ona mogła tam po prostu dojść, dopiero pod koniec musiała kawałek podpłynąć, lecz nie sprawiło jej to problemu. Słyszała, że husky zmierza za nią. Wdrapała się na górę po kamieniach, co zajęło jej więcej czasu niż jej towarzyszowi. Znaleźli się na miejscu w tym samym czasie. Weszli trochę wyżej i usiedli obok rosnącej tam palmy. Przed nimi rozciągało się wielkie może. Fale uderzały o skały, co jakiś czas pojedyncze krople do nich sięgały.
Suczka przymknęła oczy, a wiatr dmuchnął w jej długą sierść. Westchnęła z zadowoleniem. Robiło się późno, słońce chyliło się ku zachodowi.
- Opowiesz mi coś o sobie? - zagadnęła. - Co lubisz robić?
- Czemu pytasz? - zaśmiał się. - A co konkretnie chcesz wiedzieć?
- Cokolwiek. - odparła. - Jestem ciekawa, z kim właśnie siedzę. Może jesteś zabójcą czy kimś, nie wiem. Albo co robisz, gdy cię tu nie ma. To jak? - spojrzała na niego kątem oka.
Lacus? Wybacz ten poślizg. ;-;
wtorek, 1 sierpnia 2017
Od Caffeine - CD historii Lacusa
Suczka stała naprzeciwko przybysza, lustrując go wzrokiem. Nie widziała go wcześniej, co nie było zadziwiające - dołączyła do tej Sfory zaledwie kilka dni temu. Przed nią znajdował się wysoki pies, z wyglądu przypominający husky'ego. Pierwsze co zauważyła, to jego duże, błękitne oczy. Był prawie dwa razy wyższy od niej, lecz już się do tego przyzwyczaiła. Poza tym wyglądał przyjaźnie.
- Dzień dobry. - odezwał się pierwszy. Uśmiechnął się lekko, na co suczka odpowiedziała tym samym. Nie znała tu prawie nikogo i doszła do wniosku, że najwyższa pora to nadrobić.
- Witaj. - odrzekła sheltie, przekręcając głowę w prawo. - Kim jesteś? - spytała nieco podejrzliwie. Nie chciała, by to tak zabrzmiało. Zamerdała ogonem, by złagodzić szorstki ton głosu.
- Jestem Lacus. A ty? - Nie wyglądał na szpiega ani nikogo w tym rodzaju, dlatego Coffee poczuła się pewniej.
- Caffeine. - odpowiedziała. - Należę do Sfory Psiego Głosu. Ty pewnie też, skoro tu jesteś. - stwierdziła. - Mam rację?
- Owszem. - przyznał Lacus. - Ale od niedawna.
- Ja też. Dołączyłam kilka dni temu. - odetchnęła z ulgą, że nie jest jedyna. Poza tym o wiele łatwiej było mieć jakiegoś towarzysza niż pałętać się samemu.
Na krótką chwilę zapadła cisza. Coffee oczywiście ją przerwała.
- Eee... Gdzie mieszkasz? - rąbnęła bez namysłu. Długo nie musiała czekać na odpowiedź.
- W Lesie wrzosowym. Bardzo ładne miejsce. - powiedział husky.
- Ja tak samo. - zdziwiła się suczka. Miała sąsiada w pobliżu swojego domu i nawet o tym nie wiedziała?
- To miło. - rzekł pies. Posłała mu serdeczny uśmiech. Nowo poznany pies wydawał się bardzo miły. Miała nadzieję, że większość jej znajomości w Sforze taka będzie.
Wtedy wyczerpały się tematy do rozmów, jak zwykle przy pierwszych spotkaniach. Lacus schylił się do tafli jeziora j zaczerpnął łyk wody. Coffee w tym czasie intensywnie myślała. Była zbyt spragniona towarzystwa, by teraz to tak zostawić. Zastanawiała się jeszcze przez moment, po czym ponownie się odezwała.
- EJ, Lacus. - zagadnęła. - Widziałeś już wszystkie tereny? Bo ja nie. Może się przejdziemy? - zaproponowała, wprost tryskając energią. Przestępowała z jednej łapy na łapę. Chciała dziś tyle zrobić!
Lacus?
- Dzień dobry. - odezwał się pierwszy. Uśmiechnął się lekko, na co suczka odpowiedziała tym samym. Nie znała tu prawie nikogo i doszła do wniosku, że najwyższa pora to nadrobić.
- Witaj. - odrzekła sheltie, przekręcając głowę w prawo. - Kim jesteś? - spytała nieco podejrzliwie. Nie chciała, by to tak zabrzmiało. Zamerdała ogonem, by złagodzić szorstki ton głosu.
- Jestem Lacus. A ty? - Nie wyglądał na szpiega ani nikogo w tym rodzaju, dlatego Coffee poczuła się pewniej.
- Caffeine. - odpowiedziała. - Należę do Sfory Psiego Głosu. Ty pewnie też, skoro tu jesteś. - stwierdziła. - Mam rację?
- Owszem. - przyznał Lacus. - Ale od niedawna.
- Ja też. Dołączyłam kilka dni temu. - odetchnęła z ulgą, że nie jest jedyna. Poza tym o wiele łatwiej było mieć jakiegoś towarzysza niż pałętać się samemu.
Na krótką chwilę zapadła cisza. Coffee oczywiście ją przerwała.
- Eee... Gdzie mieszkasz? - rąbnęła bez namysłu. Długo nie musiała czekać na odpowiedź.
- W Lesie wrzosowym. Bardzo ładne miejsce. - powiedział husky.
- Ja tak samo. - zdziwiła się suczka. Miała sąsiada w pobliżu swojego domu i nawet o tym nie wiedziała?
- To miło. - rzekł pies. Posłała mu serdeczny uśmiech. Nowo poznany pies wydawał się bardzo miły. Miała nadzieję, że większość jej znajomości w Sforze taka będzie.
Wtedy wyczerpały się tematy do rozmów, jak zwykle przy pierwszych spotkaniach. Lacus schylił się do tafli jeziora j zaczerpnął łyk wody. Coffee w tym czasie intensywnie myślała. Była zbyt spragniona towarzystwa, by teraz to tak zostawić. Zastanawiała się jeszcze przez moment, po czym ponownie się odezwała.
- EJ, Lacus. - zagadnęła. - Widziałeś już wszystkie tereny? Bo ja nie. Może się przejdziemy? - zaproponowała, wprost tryskając energią. Przestępowała z jednej łapy na łapę. Chciała dziś tyle zrobić!
Lacus?
piątek, 28 lipca 2017
Od Caffeine
Tego letniego dnia słońce świeciło wyjątkowo mocno. Wiał delikatny wiatr, wprawiając w ruch gałęzie krzewów. Gdzieś w wysokiej trawie siedział niczego niespodziewający się królik. Spokojnie skubał znajdujące się obok niego rośliny. W jego stronę zbliżała się śniada sheltie. W tym ukryciu prawie w ogóle nie było jej widać. Skradała się na ugiętych łapach, starając się nie wydać z siebie żadnego, nawet najcichszego dźwięku. Gdy znalazła się wystarczająco blisko swojego celu, ruszyła do przodu i w kilku susach dobiegła do swojej ofiary. Wbiła kły w jej szyję, czując słodki smak krwi na języku. Czuła, jak ze zwierzęcia uchodzi życie. Wzdrygnęła się lekko.
Była to suczka niskiego wzrostu. Jej długa i puchata sierść sprawiała, że na pierwszy rzut oka wyglądała na kulkę. Jednak tyle zauważyłby mało uważny obserwator. Trójkątne uszy, wiecznie postawione do góry, wyrażające zaciekawienie tym, co ją otaczało. Jej ciemne oczy były wręcz śmiejące się. Co kilka kroków podskakiwała. Po prostu tryskała radością i energią, którą zawsze zarażała też innych.
Ta niewielka istota miała na imię Caffeine.
I chyba się zgubiła.
Rozejrzała się wokół. Krążyła po tych okolicach już od dłuższego czasu, w poszukiwaniu... W sumie to sama niezupełnie wiedziała, czego szukała. Pragnęła zwyczajnie znaleźć się gdzieś daleko, z dala od wspomnień, które ją nękały. Nie były to tylko i wyłącznie złe wspomnienia, skądże. Ale ona chciała po prostu zacząć życie od nowa.
Postanowiła iść dalej. Spacerowała wzdłuż szerokiej rzeki, której jeszcze nigdy dotąd nie widziała. Nagle jej uwagę przykuła postać stojąca w oddali. Był to pies. Coś drgnęło w sercu sheltie. Spojrzała na niego zaciekawiona. Nie był to znajomy pies, z pewnością nigdy go nie widziała, a jego zapach również był jej nieznany. Tak dawno z nikim nie rozmawiała. Ba, dawno z nikim się nie widziała. Zdesperowana Coffee skierowała się w stronę nieznajomego. Dawno nie była tak spragniona towarzystwa. Gdy znalazła się kilka metrów obok, pies odwrócił się w jej stronę, posyłając jej dziwne, ale niekoniecznie zniechęcone spojrzenie.
- Em... Witaj. - odezwała się. Na jej pyszczku zawitał przyjazny uśmiech. Chciała dobrze zacząć. - Mam na imię Caffeine, a ty?
Nie obchodziło ją to, jak dziwna była ta sytuacja. Podeszła do obcego psa i szczerzyła się do niego. Wydawało jej się jednak, że to mogła być niepowtarzalna szansa i naprawdę musiała z niej skorzystać.
Może ma ktoś ochotę dokończyć? c':
Była to suczka niskiego wzrostu. Jej długa i puchata sierść sprawiała, że na pierwszy rzut oka wyglądała na kulkę. Jednak tyle zauważyłby mało uważny obserwator. Trójkątne uszy, wiecznie postawione do góry, wyrażające zaciekawienie tym, co ją otaczało. Jej ciemne oczy były wręcz śmiejące się. Co kilka kroków podskakiwała. Po prostu tryskała radością i energią, którą zawsze zarażała też innych.
Ta niewielka istota miała na imię Caffeine.
I chyba się zgubiła.
Rozejrzała się wokół. Krążyła po tych okolicach już od dłuższego czasu, w poszukiwaniu... W sumie to sama niezupełnie wiedziała, czego szukała. Pragnęła zwyczajnie znaleźć się gdzieś daleko, z dala od wspomnień, które ją nękały. Nie były to tylko i wyłącznie złe wspomnienia, skądże. Ale ona chciała po prostu zacząć życie od nowa.
Postanowiła iść dalej. Spacerowała wzdłuż szerokiej rzeki, której jeszcze nigdy dotąd nie widziała. Nagle jej uwagę przykuła postać stojąca w oddali. Był to pies. Coś drgnęło w sercu sheltie. Spojrzała na niego zaciekawiona. Nie był to znajomy pies, z pewnością nigdy go nie widziała, a jego zapach również był jej nieznany. Tak dawno z nikim nie rozmawiała. Ba, dawno z nikim się nie widziała. Zdesperowana Coffee skierowała się w stronę nieznajomego. Dawno nie była tak spragniona towarzystwa. Gdy znalazła się kilka metrów obok, pies odwrócił się w jej stronę, posyłając jej dziwne, ale niekoniecznie zniechęcone spojrzenie.
- Em... Witaj. - odezwała się. Na jej pyszczku zawitał przyjazny uśmiech. Chciała dobrze zacząć. - Mam na imię Caffeine, a ty?
Nie obchodziło ją to, jak dziwna była ta sytuacja. Podeszła do obcego psa i szczerzyła się do niego. Wydawało jej się jednak, że to mogła być niepowtarzalna szansa i naprawdę musiała z niej skorzystać.
Może ma ktoś ochotę dokończyć? c':
czwartek, 27 lipca 2017
Nowa suczka w Sforze - Caffeine!
Oto nowa suczka w SPG - Caffeine! Należy do mnie (Violet15) c;

Imię: Caffeine (zdrobniale Coffee)
Płeć: Suczka
Wiek: 3 lata
Rasa: Owczarek szetlandzki (sheltie)
Głos: Miya Folick - Talking with Strangers
Stanowisko: Naganiająca
Partner: Twierdzi, że nie szuka, a przynajmniej na razie. Ma jeszcze całe życie przed sobą... Póki co wystarczył jej jeden, na którym się zawiodła. Wolałaby, żeby to się nie powtórzyło.
Młode: Wolałaby nie mieć. Chociaż może kiedyś, w dalekiej przyszłości...
Rodzina: Nie pamięta dokładnie swojej rodziny. Wie, że jej matka była psem wystawowym, ojciec pewnie również. Miała piątkę rodzeństwa, z którego większości nie kojarzy, gdyż szybko zostali rozdzieleni. Pamięta jedynie, że bardzo dobrze dogadywała się ze starszym o kilka minut bratem, Eterem, natomiast wyjątkowo nie trawiła swojej siostry - Vegi. Z resztą nie ma żadnych wspomnień, więc widocznie nie byli dla niej zbyt istotni.
Urodziny: 17 dzień jesieni
Sektor: Navydeer
Cechy: Coffee jest bardzo odważną suczka. Uwielbia ryzyko i adrenalinę. Stara się korzystać z życia, bo przecież ma tylko jedno i chce je przeżyć jak najlepiej. Chętnie próbuje nowych rzeczy. Zachowuje się, jakby nie znała słowa 'niebezpieczeństwo'. Nie nadaje się do opieki nad szczeniętami, gdyż z pewnością pozwoliłaby im na stanowczo zbyt wiele. Jest raczej optymistycznie nastawiona do życia. Nie traci czasu na zamartwianie tym, na co nie ma wpływu. Silna psychicznie, bardzo trudno ją załamać. Zdecydowana i ambitna, jak już coś sobie postanowi, to tego dokona, choćby miała brnąć po trupach do celu. Do nieśmiałych nie należy, raczej nie boi się podejść i zagadać do kogoś. Towarzyska, choć czasem lubi pobyć sama. Mówi co myśli, ale nie zawsze myśli, o czym mówi. Zdarza jej się palnąć jakąś głupotę, której później żałuje. Jest bardzo roztrzepana. Nie potrafi się dobrze zorganizować. Zdecydowanie wyróżnia się na tle innych i to nie tylko swoim niskim wzrostem. Jeśli ktoś wejdzie w szybę lub drzewo, poślizgnie się na lodzie albo zrobi coś równie pozwalającego, to najczęściej będzie to właśnie Caffeine. Bardzo pamiętliwa i niełatwo wybacza, jeśli ktoś ją skrzywdzi. Inteligentna. Stara się być miła dla innych, choć czasem lubi się z kogoś wyśmiewać, ale nigdy nie robi tego po to, by uprzykrzać innym życie. Czasem po prostu nie umie wyczuć granicy. Ma duży dystans do siebie i umie śmiać się z tego, co zrobiła. Nie imię ukrywać emocji - gdy coś ją rozbawi, śmieje się, gdy coś wyjątkowo się jej spodoba, zachwyca się tym. Nie da się ukryć, że nie lubi opowiadać o swoich problemach (których stara się unikać - po co to komu?). Zawiodła się na innych, dlatego czasem trudno do niej dotrzeć i ją zrozumieć. Zawsze słucha zwierzeń innych i raczej stara się znaleźć rozwiązanie ich kłopotów, ale o swoich rzadko opowiada. Nie jest już tak ufna, jak była kiedyś. Mimo wszystko warto ją bliżej poznać.
Historia: Urodziła się w Anglii w jednej z miejscowości w pobliżu Londynu. Pewna rodzina prowadziła tam małą, domową hodowlę sheltie. Owczarki szetlandzkie były całym ich życiem. Pewnego dnia na świat przyszedł miot 'C'. Wśród tych malutkich kuleczek znalazła się najmniejsza, lecz zdecydowanie najgłośniejsza Caffeine. Niewiele pamięta z tego okresu. Po dwóch, może trzech miesiącach młoda kobieta, studentka, zdecydowała się kupić szczeniaka Sheltie. Niedługo miała skończyć studia i rozpocząć wymarzoną, dobrze płatną pracę. Chciała mieć towarzysza dla swojej rodziny. Padło na małą Coffee. Zawiozła ją do domu, gdzie czekała na nią idealna rodzina. Każdy pies by o takiej marzył. Suczka mieszkała tam przez półtora roku, może nawet ciut dłużej. Było to wyjątkowo szczęśliwe półtora roku. Każdy dzień spędzała inaczej, robiła mnóstwo ciekawych rzeczy. W domu była trójka dzieci, która uwielbiała się z nią bawić. Wydawało jej się, że tak będzie już zawsze... aż w końcu zdarzyło się coś, co na zawsze zmieniło jej życie. Pewnego dnia jeden z dwunożnych nie wrócił do domu. Była to właśnie ta kobieta, która kupiła Coffee. Wszyscy byli bardzo smutno. Sheltie czuła, że coś jest nie tak, ale nie wiedziała, dlaczego. Cały następny tydzień wszyscy członkowie rodziny wychodzili z domu na cały dzień, a ona zostawała sama i cały ten czas spędzała wpatrzona w okno. Nie wiedziała o tym, ale dziewczyna, która była głównym źródłem dochodu w tej rodzinie, zginęła w wypadku. Z tego powodu jej rodzice musieli porzucić dawną pracę i znaleźć nową, lepszą. W innym mieście.
Psa nie mogli zabrać.
To był szok dla niczego niespodziewającej się Coffee. Pewnego dnia odwieźli ją do znajomych w nadziei, że tam będzie miała równie szczęśliwe życie, a może nawet lepsze. Niestety, nie było tak pięknie. Nowa rodzina była zupełnym przeciwieństwem tamtej. Nie zwracali uwagi na suczkę i do tego cały czas na siebie krzyczeli. Sheltie wierzyła, że kiedyś po nią wrócą. Niestety, nie wracali. Musiała wziąć w sprawy w swojeręce łapy. Nie wytrzymała tam długo i gdy tylko zrozumiała, że jej poprzedni właściciele nie wrócą, wykorzystała pierwszą możliwą okazję. Uciekła przez wykopana przez siebie dziurę pod ogrodzeniem. Przecisnęła się przez nią... i wyruszyła w świat. Pierwszy raz była zupełnie niezależna od ludzi. Z pewnością długo by sobie nie poradziła, gdyby tylko nie trafiła na grupkę ulicznych psów. Była to czwórka skrzywdzonych, porzuconych przez ludzi czworonogów. Może to właśnie oni zaszczepili w Caffeine taką chęć do poznawania świata. Wkrótce czwórka stała się piątką. Suczka poznała tam pewnego owczarka szwajcarskiego, który prędko skradł jej serce. Wydawałoby się, że byli idealną parą. Pewnie byłoby idealnie, gdyby nie zdrada. Blackwell, mimo że podobno kochał Coffee, co kilka dni odwiedzał inną suczkę. Gdy tylko sheltie się dowiedziała, ich relacja gwałtownie się rozpadła. Postanowiła go zostawić, nie chciała go więcej widzieć. Nie potrafiła mu wybaczyć, nie obchodziły ją jego nędzne przeprosiny. Chciała o nim jak najszybciej zapomnieć. Bezskutecznie.
Udała się w kolejną podróż, pokonując setki kilometrów. Chciała się... zgubić. Rozpocząć zupełnie nowe życie. W końcu trafiła na malownicze tereny Sfory Psiego Głosu. Zdecydowała się zostać. Bo niby co miała do stracenia?
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

Imię: Caffeine (zdrobniale Coffee)
Płeć: Suczka
Wiek: 3 lata
Rasa: Owczarek szetlandzki (sheltie)
Głos: Miya Folick - Talking with Strangers
Stanowisko: Naganiająca
Partner: Twierdzi, że nie szuka, a przynajmniej na razie. Ma jeszcze całe życie przed sobą... Póki co wystarczył jej jeden, na którym się zawiodła. Wolałaby, żeby to się nie powtórzyło.
Młode: Wolałaby nie mieć. Chociaż może kiedyś, w dalekiej przyszłości...
Rodzina: Nie pamięta dokładnie swojej rodziny. Wie, że jej matka była psem wystawowym, ojciec pewnie również. Miała piątkę rodzeństwa, z którego większości nie kojarzy, gdyż szybko zostali rozdzieleni. Pamięta jedynie, że bardzo dobrze dogadywała się ze starszym o kilka minut bratem, Eterem, natomiast wyjątkowo nie trawiła swojej siostry - Vegi. Z resztą nie ma żadnych wspomnień, więc widocznie nie byli dla niej zbyt istotni.
Urodziny: 17 dzień jesieni
Sektor: Navydeer
Cechy: Coffee jest bardzo odważną suczka. Uwielbia ryzyko i adrenalinę. Stara się korzystać z życia, bo przecież ma tylko jedno i chce je przeżyć jak najlepiej. Chętnie próbuje nowych rzeczy. Zachowuje się, jakby nie znała słowa 'niebezpieczeństwo'. Nie nadaje się do opieki nad szczeniętami, gdyż z pewnością pozwoliłaby im na stanowczo zbyt wiele. Jest raczej optymistycznie nastawiona do życia. Nie traci czasu na zamartwianie tym, na co nie ma wpływu. Silna psychicznie, bardzo trudno ją załamać. Zdecydowana i ambitna, jak już coś sobie postanowi, to tego dokona, choćby miała brnąć po trupach do celu. Do nieśmiałych nie należy, raczej nie boi się podejść i zagadać do kogoś. Towarzyska, choć czasem lubi pobyć sama. Mówi co myśli, ale nie zawsze myśli, o czym mówi. Zdarza jej się palnąć jakąś głupotę, której później żałuje. Jest bardzo roztrzepana. Nie potrafi się dobrze zorganizować. Zdecydowanie wyróżnia się na tle innych i to nie tylko swoim niskim wzrostem. Jeśli ktoś wejdzie w szybę lub drzewo, poślizgnie się na lodzie albo zrobi coś równie pozwalającego, to najczęściej będzie to właśnie Caffeine. Bardzo pamiętliwa i niełatwo wybacza, jeśli ktoś ją skrzywdzi. Inteligentna. Stara się być miła dla innych, choć czasem lubi się z kogoś wyśmiewać, ale nigdy nie robi tego po to, by uprzykrzać innym życie. Czasem po prostu nie umie wyczuć granicy. Ma duży dystans do siebie i umie śmiać się z tego, co zrobiła. Nie imię ukrywać emocji - gdy coś ją rozbawi, śmieje się, gdy coś wyjątkowo się jej spodoba, zachwyca się tym. Nie da się ukryć, że nie lubi opowiadać o swoich problemach (których stara się unikać - po co to komu?). Zawiodła się na innych, dlatego czasem trudno do niej dotrzeć i ją zrozumieć. Zawsze słucha zwierzeń innych i raczej stara się znaleźć rozwiązanie ich kłopotów, ale o swoich rzadko opowiada. Nie jest już tak ufna, jak była kiedyś. Mimo wszystko warto ją bliżej poznać.
Historia: Urodziła się w Anglii w jednej z miejscowości w pobliżu Londynu. Pewna rodzina prowadziła tam małą, domową hodowlę sheltie. Owczarki szetlandzkie były całym ich życiem. Pewnego dnia na świat przyszedł miot 'C'. Wśród tych malutkich kuleczek znalazła się najmniejsza, lecz zdecydowanie najgłośniejsza Caffeine. Niewiele pamięta z tego okresu. Po dwóch, może trzech miesiącach młoda kobieta, studentka, zdecydowała się kupić szczeniaka Sheltie. Niedługo miała skończyć studia i rozpocząć wymarzoną, dobrze płatną pracę. Chciała mieć towarzysza dla swojej rodziny. Padło na małą Coffee. Zawiozła ją do domu, gdzie czekała na nią idealna rodzina. Każdy pies by o takiej marzył. Suczka mieszkała tam przez półtora roku, może nawet ciut dłużej. Było to wyjątkowo szczęśliwe półtora roku. Każdy dzień spędzała inaczej, robiła mnóstwo ciekawych rzeczy. W domu była trójka dzieci, która uwielbiała się z nią bawić. Wydawało jej się, że tak będzie już zawsze... aż w końcu zdarzyło się coś, co na zawsze zmieniło jej życie. Pewnego dnia jeden z dwunożnych nie wrócił do domu. Była to właśnie ta kobieta, która kupiła Coffee. Wszyscy byli bardzo smutno. Sheltie czuła, że coś jest nie tak, ale nie wiedziała, dlaczego. Cały następny tydzień wszyscy członkowie rodziny wychodzili z domu na cały dzień, a ona zostawała sama i cały ten czas spędzała wpatrzona w okno. Nie wiedziała o tym, ale dziewczyna, która była głównym źródłem dochodu w tej rodzinie, zginęła w wypadku. Z tego powodu jej rodzice musieli porzucić dawną pracę i znaleźć nową, lepszą. W innym mieście.
Psa nie mogli zabrać.
To był szok dla niczego niespodziewającej się Coffee. Pewnego dnia odwieźli ją do znajomych w nadziei, że tam będzie miała równie szczęśliwe życie, a może nawet lepsze. Niestety, nie było tak pięknie. Nowa rodzina była zupełnym przeciwieństwem tamtej. Nie zwracali uwagi na suczkę i do tego cały czas na siebie krzyczeli. Sheltie wierzyła, że kiedyś po nią wrócą. Niestety, nie wracali. Musiała wziąć w sprawy w swoje
Udała się w kolejną podróż, pokonując setki kilometrów. Chciała się... zgubić. Rozpocząć zupełnie nowe życie. W końcu trafiła na malownicze tereny Sfory Psiego Głosu. Zdecydowała się zostać. Bo niby co miała do stracenia?
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15
Subskrybuj:
Posty (Atom)