Z jednej strony zdziwiło mnie, że Geris się zgodził. Ale nie znałem go najlepiej.
- Dziękuję. - Uśmiechnąłem się delikatnie. - Życzę ci powodzenia.
Pokiwałem głową na pożegnanie i opuściłem jaskinię medyków. Jedno z głowy. Ktoś już miał nad tym pieczę. Najwyżej... Najwyżej z kimś się potem zamieni, albo znajdzie sobie Alfę... Głupio mi było się przyznać, nawet przed samym sobą, ale już podjąłem decyzję.
W lesie panował mrok. Przemieszczałem się ostrożnie, modląc się wręcz, by nie spotkać żadnego wilka. Dokąd podążałem? Przed siebie. Nie znałem terenów poza sforą, jedyne co kojarzyłem jakieś krajobrazy sprzed dwóch, trzech lat, gdy tu przybywałem. Ale i to zdążyło osiedlić się w najdalszych zakątkach mojej pamięci. Czekała mnie przygoda, być może inna sfora, może zaadoptują mnie ludzie... A jest też szansa, że natura wybierze najprostszą ścieżkę i pozbędzie się takiego kaleki, jak ja. Miałem się tego przekonać już niedługo...
Głupio mi było zostawiać sforę teraz, w czasie powstania. Ale właśnie teraz byłem tu najmniej potrzebny. Wilki i tak wykorzystałyby moje okaleczenia, by mnie stąd zmieść. Nie mogłem już być alfą. Nigdy.
Granica była już blisko. Patrzyłem, jak ostatnie znane drzewa przemijają. Smutek towarzyszył mi do końca, ale ciekawość, co będzie dalej, była silniejsza. A coś mi cicho mówiło, że przyszłość nieźle mnie zaskoczy...
Nagle, tak zupełnie niespodziewanie, coś mnie zatrzymało. Pozostawiałem za sobą dawne wspomnienia, czas spędzony w sforze. Zostawiałem tam moich rodzinę i przynależnych. Ale przede wszystkim moje myśli błądziły wokół jednej postaci...
- Hockey? A co ty tu robisz?
Jak to możliwe? Jak to się stało, że akurat teraz, kiedy przywołałem myśli o niej, ta sama suczka pojawia się obok? Ucieszyłem się, że mogłem spojrzeć na nią jeszcze ten jeden raz, jednak wiedziałem, że nie może to potrwać zbyt długo...
- Casey? - Odwróciłem się. - Mógłbym zadać to samo pytanie tobie.
- Zbieram ziela, jak mówiłam. Hock...
Podszedłem bliżej buhundki.
- Case... Nie mogę...
- Czego nie możesz? - Wyraz jej pyska nie był pewny. Jednak... Chyba się domyślała.
- Nie mogę tu dłużej być... Mój czas w sforze się skończył.
- O czym ty mówisz? Nie możesz tak po prostu odejść! Jesteś tu przecież Alfą!
- Nie. Nie jestem, Casey. Spój na mnie. Jestem kaleką i to bezsilnym. Nie nadaję się już do niczego. Nie zaznam tu spokoju. A świat czeka.
- Hockey... Chyba przesadziłam ze środkami przeciwbólowymi...
- To nie tak. Naprawdę muszę.
- Proszę, zastanów się jeszcze...
- Zastanowiłem się.
Suczka bezradnie spuściła łeb. Wiedziała, że to tyle w tej kwestii.
- Naprawdę nic nie mogę zrobić?
- Naprawdę. Opiekuj się tylko Nageezi. Proszę, ona potrzebuje kogoś, kto jej pomoże...
- Będę. Nie musisz się o to martwić.
- Mianowałem Gerisa Betą. Prince zostanie Gammą. Pomagaj im, jeżeli będzie trzeba.
- Mhm...
- Pomóż też Nageezi stać się dobrą Alfą. I... i znajdź proszę informację o tym, kim jest. Chodzi mi o gatunek...
- Dobrze, rozumiem - uniosła wzrok, tak że nasze spojrzenia się spotkały. Przytknąłem swoje czoło do jej.
- Casey... Będę tęsknić...
Casey? Such a pity...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz