piątek, 19 grudnia 2014

Od Casey - CD historii Hockey'a

Zerwałam jeszcze kilka listków z krzaka i przeniosłam się do następnego. Zbierałam ziele przeciwbólowe, którego zapasy przed chwilą skończyły się w jaskini medyków. Normalnie zajęliby się tym zielarze, ale jako że żadnego z nich nie mogłam znaleźć, postanowiłam sama się tym zająć. Wracałam właśnie do jaskini , gdy wpadłam na jakiegoś psa, a raczej szczeniaka. Przyjrzałam się dokładniej owemu maluchowi i ze zdziwieniem odkryłam, że była to Nageezi. Rozejrzałam się dookoła, myśląc, że zaraz zobaczę Hockey'a, jednak alfy nigdzie nie było widać. Dziwne, przecież Nageezi nigdy się od niego nie oddala... Gdy przyjrzałam się jej dokładniej, w oczach suczki zobaczyłam przerażenie, a na szyi lekko krwawiące rany. Wszelkiego rodzaju złe scenariusze zaczęły układać mi się w głowie.
- Nageezi, - zaczęłam powoli, próbując zachować spokój - co się stało?
Suczka otworzyła pysk, jakby chciała coś powiedzieć, jednak jedynym dźwiękiem, jaki z siebie wydobyła, był cichy pisk. Uśmiechnęłam się i, mając na dzieję że uda mi się ją co nieco uspokoić, pogłaskałam ją po głowie. Po chwili Nageezi odezwała się, a w jej głosie słychać było strach i niepewność. W miarę jak suczka opowiadała o tym, co się wydarzyło, mój lęk wzrastał coraz bardziej. Gdy skończyła, zabrałam ją szybko do jaskini medyków i po zapewnieniu jej opieki pobiegłam szukać Hockey'a. Po jakimś czasie dotarłam do granic Sfory i zaczęłam rozglądać się za drogą, o której powiedziała mi Nageezi. Nie zajęło mi dużo czasu znalezienie jej, jednak nie wiedziałam co robić dalej - droga była długa, a nie wiedziałam nawet, czy Hockey wciąż przy niej był. Z braku lepszego pomysłu zaczęłam biec wzdłuż niej licząc na jakiekolwiek ślady wskazujące na miejsce pobytu alfy. Liczyłam na jakieś ślady łap na ziemi, w gorszym wypadku na ślady krwi, jednak nic nie mogło mnie przygotować na to, co zobaczyłam.
Na drodze leżało coś przypominającego kształtem wilka, jednak jego kształt był zdeformowany, a sierść oblepiona wciąż cieknącą krwią. Zimny dreszcz wstrząsnął mną na myśl o tym, co się z nim stało. Jednak to nie zwłoki wilka przeraziły mnie najbardziej, tylko pies leżący nieruchomo zaraz obok. Ogólnie Hockey nie wyglądał na mocno poturbowanego, ale jego łapa... Podeszłam do niego i spróbowałam ocenić w jak wielu miejscach była złamana. Kości były pogruchotane, a z wielu ran sączyła się krew. W gardle stanęła mi gula. W takim wypadku nie było szans na to, żeby poskładać łapę Hockey'a. Jedyną rzeczą, którą mogłam zrobić, było... Potrząsnęłam głową. Nie mogę teraz o tym myśleć, zganiłam się po cichu. Delikatnie przeciągnęłam alfę z drogi za krzaki, rosnące wzdłuż niej. Następnie zrobiłam to samo z wilkiem - wróg czy nie wróg, nikt nie zasługiwał na to, by po jego trupie jeździły samochody. Zastanawiałam się właśnie, jak przenieść alfę do jaskini medyków, gdy w oddali mignął kształt znajomego mi psa.
- Dry! - zawołałam z ulgą. - Nie mam pojęcia, co tu robisz, ale nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się, że cię widzę!
Słysząc swoje imię pies podszedł do mnie ze zdziwieniem wymalowanym na pysku. Jednak ciekawość szybko zamieniła się w przerażenie, gdy zobaczył leżącego na ziemi alfę.
- Co się stało? - spytał cicho.
- Ma zmiażdżoną łapę. Musimy go szybko zanieść do Sfory.
- Da się to... - pies skinął głową na łapę Hockey'a - naprawić?
Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem, a on najwyraźniej zrozumiał, gdyż jego oczy znacznie się zwiększyły.
- Nie sądzisz chyba, że...
- Obawiam się, że nie mamy innego wyjścia. Tak połamanych kości nie da się poskładać. Hockey będzie musiał przyzwyczaić się do życia bez jednej nogi.

Hockey? Dry?

*Żeby było jasne, pozbawiam Hockey'a łapy na życzenie Siwej klaczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz