- Nie - odwróciłam ledwo zauważalnie pysk. - Masz tę okazję być pierwszy.
Podniosłam się, aby powoli odejść.
- Dziękuję, nie będę ci więc przeszkadzać - uśmiechnęłam się. - W razie czego, kręcę się po okolicy, gdybys potrzebował pomocy, możesz się do mnie zgłosić.
- Zapamiętam - pies widocznie z trudem powstrzymał ziewnięcie. - Danke, Maybe.
Chciałam spytać "za co?", ale widząc zmęczenie malejące się na pysku psa, stwierdziłam, że nie będę mu przeszkadzać. Kiwnęłam mu głową na pożegnanie i odeszłam. Nie miałam do końca, co robić, tak więc po prostu udałam się na spacer. W głowie ułożyłam sobie plan drogi tak, aby jak najdalej uniknąć wilki.
Spojrzałam w niebo. Lekki wiatr szumiał wśród koron drzew, obrywając z nich co niektóre liście. Ich spora warstwa leżała już na ziemi, zamieniając cały las w paletę kolorów. Wyglądało to naprawdę pięknie. Żałowałam jedynie, że nie mogę udać się fo mojego ukochanego sektora, żeby tam nacieszyć się jesienią. Niestety, był w cudzych łapach. Jutro miało się to zmienić. Albo my mieliśmy pożegnać się z Navydeer i Fallendeer... Oby wszystko poszło gładko...
Nagle myślami powróciłam do Johana. Nic mu nie wspomniałam o wojnie. Niby jako nowy członek nie ma nawet potrzeby walki z wrogami, ale nie zmienia to faktu, że mógłby chcieć wiedzieć takie rzeczy... Obiecałam sobie poinformować go przy najbliższej okazji.
Nie wiedziałam, ile czasu upłynęło, ale zdąrzylam pokonać spory kawałek drogi. Zakręciłam lekkie kółko, nie chcąc opuszczać bezpiecznej strefy. W razie czego, znajdowałam się tez w okolicach, w których pozostawiłam nowego. Wiatr nieco się nasilił, lecz wciąż było przyjemnie. Nagle dobiegł mnie szelest zza pobliskich krzaków. Skierowałam szybko łeb w tym kierunku.
Johan? Czy to ty?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz