środa, 21 maja 2014

Od Blueball

Biegałam sobie po terenach. Jakoś nigdy nie czułam się gorzej niż tego dnia kiedy.... uh... moja pani zginęła, a dziś mnie coś przytłaczało. Jak by ktoś się na mnie gapił. Zignorowałam to i poszłam dalej. Niesłusznie. Nagle za rogiem budynku coś się poruszyło. Było już późno a ja wracałam do domu. Nagle ktoś złapał mnie w siatkę. Ku moim oczom ukazał się gruby facet w ciasnej kurtce. Miał niefajny podarty beret i czarne wąsy.
- No upolowałem sobie fuczaste żarełko! - odparł i mlasnął. Chciałam się wyplątać ale nie mogłam. Zaciągnął mnie pod most. Szcczekałam usiłując zawołać Hockey'a.
- Cicho mie tam! - wrzasnął i ogłuszył mnie kamieniem. Nagle ciemność spowiła mnie.


Gdy się ocknęłam stał koło mnie pies. Człowiek leżał jakby martwy. Siatka pogryziona.
- Em...dzięki! - odparłam.
- Phi! Jak ty zemdlałaś już ostrzył nóż... patyk! Ostrzył patyk - odparł. Zaśmiałam się.
- Dziękuje! Jestem BlueBall.
- A ja Charlie! Miło poznać!

 Charlie? Brak weny .___.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz