- Dziękuję - uśmiechnęłam się niewyraźnie.
Rana, pomimo opatrunku, paliła żywym ogniem, a moje ciało powoli słabło pod naporem rozpalającej je gorączki. "Zakarzenie", pomyślałam. Niepewnie się chwiejąc ruszyłam za Robinem, jednak łapy odmówiły mi posłuszeństwa i upadłam. Jęcząc cicho próbowałam znów stanąć, lecz po chwili utraciłam świadomość...
***Nieznana ilość czasu później***
Próbowałam wypłynąć z kleistej mazi nieświadomości kierując sie słabo znanym mi głosem. przez głowę przeleciały mi wydarzenia sprzed ostatnich kilku godzin. A może dni lub nawet tygodni? Nie wiem, ile czasu i jakich jego jednostek mogłam znajdować się w tym stanie, ale chciałam obudzić się właśnie w tej chwili.
Otwórz oczy!
Zmusiłam moje ciało do wysiłku i uchyliłam powieki. Nade mną stał jakiś pies, jednak aby określić kto to taki musiałam całkiem otworzyć oczy.
"Udało się!", pomyślalam, gdy byłam już wstanie określić tożsamość będącego przy mnie psa.
- Robin? - Zapytałam stojącego nieopodal bursztynookiego dingo.
< Robin? Co będzie dalej? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz