- Sami jesteśmy dzieciakami. - zaśmiał się.
W odpowiedzi lekko się uśmiechnęłam. Chyba w swojej wypowiedzi chciał powiedzieć, że powiedziałam to tak, jakbym była dorosłą suczką. W sumie, to się z nim troszkę zgadzałam.
- Emm... A czemu pytasz? - zapytałam, nie chcąc wracać do tematu mojej "niedziecinności".
- A, po prostu Boston dokucza Irish. Jak to młodszej siostrze. - rzekł.
- Młodszej? Przecież urodziliście się tego samego dnia.
- No tak, ale jakby patrzeć na to minutami, to Irish jest najmłodsza.
- Naprawdę, myślicie w bardzo dziwny sposób. - uśmiechnęłam się.
Jonah nie zrozumiał moich słów i zanim nad nimi zaczął myśleć, dotknęłam go w łapę i krzyknęłam:
- Berek!
Zaczęłam uciekać, a szczeniak mnie gonić. Co chwilę zamienialiśmy się rolami. Kiedy się bawiliśmy, usłyszeliśmy krzyk Devo:
- Hej, ja też chcę!
I również zaczął się bawić. Później dołączały do nas inne szczeniaki, głównie nasze rodzeństwo.
*****
- KONIEC ZAJĘĆ! - zaczęli wszyscy krzyczeć.
Wszyscy wybiegli z jaskini, w której się uczymy, ja i Jonah też. Mój nowy przyjaciel zaczął iść, kiedy ja krzyknęłam:
- Hej, Jonah!
- Tak, Heaven? - odwrócił się do mnie.
- Może przyjdziesz do mnie, do domu? - zaproponowałam.
Jonah?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz