Szybko zabrałem partnerkę do szpitala. Greenie zostawiała ślady krwi. To było okropne. Najgorsze jest to... że to moja wina. W kilka minut dotarłem z nią na miejsce.
- Boże, co się stało?! - zapytała Verona, która na szczęście jeszcze pracowała.
- To moja wina... - wyszeptałem.
Lekarka otworzyła szeroko oczy. Zawołała pielęgniarki, które przeniosły Greenie do sali operacyjnej. Tymczasem ja stałem jak słup, zszokowany tym, co się dzieje. Inni coś robili, a ja stałem, jakbym nie umiał się poruszyć.
Operacja trwała już kilka godzin. Zdążyłem się ogarnąć tuż obok sali. Po głowie wciąż chodziły mi myśli, jak mówiła wtedy najgorsze rzeczy, jakie mogła powiedzieć. Zastanawiałem się, czy to były jej ciężarne humorki, albo mnie szczerze nienawidzi. Niby staremu Alex'owi zależało tylko na szczeniakach... Ale teraz? Najważniejsza jest Green Day, szczeniąt nie musi być. Nagle wyszła Verona, cala w krwi. Czekałem na to, co powie. Cały się trząsłem. Nie chcę stracić Green Day...
- Green...
Zamknąłem oczy. Proszę, niech nie odchodzi, niech nie odchodzi...
- ...Przeżyła.
Otworzyłem szeroko oczy i mocno przytuliłem współpracowniczkę.
- Dziękuję... Działaś cudy, Verono. - wyszeptałem.
Ta w odpowiedzi się uśmiechnęła. Potem zaczęła znów mówić poważnie:
- Niestety, jeden ze szczeniaków nie przeżył. Dokładnie, mały piesek. Ale nie odkryliśmy czegoś... Chcemy, żeby Green Day dowiedziała się równocześnie z tobą.
Po tych słowach weszliśmy do jaskini. Leżała tam Greenie. Spojrzałem na nią z wielką troską. Ona to odwzajemniła. W końcu lekarka prowadząca zaczęła mówić:
- Ponieważ rany muszą się zagoić i jeden szczeniak nie przeżył, termin zostaje przedłużony o całe dwa tygodnie. W tym czasie Green musi przebywać w domu. A teraz dobra nowina... Będziecie mieli jeszcze jedno dziecko. Małą suczkę.
Razem z Greenie zrobiliśmy wielkie oczy. Jeszcze jeden szczenior?!
Greenie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz