Po nieudanym pościgu za siostrą postanowiłem ją odszukać i rozprawić się z nią jak należy.
Szedłem po miękkiej leśnej ściółce. Las wydawał się dziwnie opuszczony. Cichy i zaspany, tylko jeden mały, szary ptaszek usadowiwszy się wygodnie na gałęzi zaczął ćwierkać radośnie. Przystanąłem na chwilę na korzeniu porośniętym mchem. ptaszek wyśpiewywał całe arie. Nie rozumiejąc z tego ani słowa wsłuchiwałem się w melodię z dziwną miną.
Ptaszek zaciekawiony dziwnym słuchaczem sfrunął na ziemię obok mnie. Niewiem ile dokładnie tam siedziałem, ale słońce zaczęło się trochę czerwienić.
- Muszę już iść przyjacielu pora wlać mojej siostrze. jeśli chcesz możesz mi potoważyszyć.
Ptak najwyraźniej zrozumiał, bo usiadł mi pomiędzy uszami. Biegłem w stronę Fioletowej Rzeki. Patrzyłem ciągle za siebie. Nagle ptak sfrunął z mojej głowy i w tym momęcie wpadłem do wody. Wychodząc na brzeg zauważyłem jakiegoś psa lekko sie uśmiechającego. Mój przyjaciel usiadł mi na głowi i zaczą ćwierkać. Pies zaczą się śmiać.
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz