Biegłam przez las. Chyba zauważyli mnie jacyś ludzie, bo zza krzaków
dobiegały głosy. Srach przybrał na sile, nie wiedziałam co chcą ze mną
zrobić. I czy moja rzekoma choroba była zagrożeniem czychającym na
odpowiedni moment?
Przebiegłam 3 kilometry. Moje łapy traciły siłę by kontynuować dalszą
ucieczkę. Z pyska ciekła mi ślina. Ledwo stałam. Ściemniało się, a ja
nie miałam gdzie przenocować. Postanowiłam zmusić się do dalszej
wędrówki. Przeszłam, ok. 150 - 200m, gdy zauważyłam piękną łąkę, którą
prastały kwiaty, zdecydowanie dominowały fioletowe wrzosy, a
gdzieniegdzie dało się zauważyć różowe. Lecz nie to mnie najbardziej
ucieszyło. Na środku tego raju było jezioro. Śmiało podeszłam bliżej i
napiłam się. Gdy zaspokoiłam pragnienie, przysiadłam. Mimo wszystko
dalej nie miałam gdzie się podziać. Malownicza polana nie dawała
wystarczającego schronienie, jednak postanowiłam spędzić tu noc. Księżyc
powoli wschodził na niebo, a ja szykowałam się do snu. Nagle usłyszałam
głosy. Poderwałam się z ziemi, napięłam obolałe mięśnie i
nasłuchiwałam. Po chwili z ulgą stwierdziłam, że to nie ludzie, a psy.
Tylko jakie miały zamiary...
- Kim jesteś? - zapytał nagle jakiś pies.
Odruchowo obróciłam się w jego stronę. Spróbowałam przypomnieć sobie,
czy kiedyś go widziałam , ale miałam w głowie kompletną pustkę.
- Psem - palnęłam nerwowo.
- To widać, ale jak się nazywasz? Skąd pochodzisz? Po co tu przybyłaś? - zapytał.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Obce psy od razu wzbudzały u mnie
podejrzenia i obawy. Spanikowana cofnęłam się o krok. Instyknt
podpowiadał mi, że nie powinam tego wyjawiać od razu.
- Jestem Lexy - skłamałam. - Zgubiłam się.
- Ach... - zaczął.
Wiedziałam, że nie byłam zbyt przekonująca. Byłam kiepskim kłamcą.
- Lexy... Lexy powiadasz... - zmierzył mnie spojrzeniem. - Nie, nie znam cię i nie jesteś w mojej rodzinie.
Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie powiedzieć mu prawdy. Ale co
miałam powiedzieć? '' Hej jestem Florence i uciekałam, chyba przed
ludźmi wiesz? Tamto to było kłamstwo...'' Nie. Kiedyś pewnie przyjdzie
na to czas.
- Ja jestem Jason - dodał przyjaźnie.
Zamilkłam.
Jestem ze Sfory Psiego Głosu - powiedział.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Co do tej tajemniczej sfory miałam
mieszane uczucia. Postanowiłam jednak zapytać się, czy nie mogę do niej
dołączyć. Przecież nie miałam domu.
- A ta sfora to przyjazna jest? - zapytałam. - Mogłabym do niej... dołączyć?
- Hmm... myślę, że tak. Ale, cóż... prowadzimy wojnę.
To mnie zamurowało. Skoro prowadzili wojnę to nie byłam zbyt bezpiecza. Wkrótce jednak powiedziałam:
Prowadź do przywódcy.
Jason? Prowadzicie wojnę z tego co zrozumiałam? C, nie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz