Zerknąłem w stronę, z której dobiegł pisk. Potężny wilk zwalił się na jednego z nas. Z daleka nie widziałem dużo, zwłaszcza w blasku płomieni. Byłem zajęty walką. Zabijałem. Chciałem mieć to za sobą! Ach, jak bardzo miałem tego dość! A jednak walczyłem z wilkami, szarpałem kłami, gdzie popadnie! Szczeknąłem zębami jeszcze parę razy, kiedy usłyszałem czyjś krzyk:
- Drin!
Odwróciłem się, żeby zobaczyć, jak ten wielki wilk odrzuca Drina na bok. Spojrzałem tam dokładniej. Drin to przecież.. Nasz beta! Wilki przewróciły betę! Pobiegłem tam, ale nie mogłem się przedostać przez wilki. Widziałem inne sylwetki, kierujące się tam. Nagle poczułem ból na szyi. Zacząłem się zwijać, ale się nie przewróciłem. Szarpałem się, warczałem i w końcu odrzuciłem przeciwnika. Rzuciłem się na kolejnych. Wiedziałem, że jeśli się uda, to będzie koniec.
- Dry, za tobą! - odwróciłem się, ale za późno. Wilk przewrócił mnie, przygniótł. Na szczęście Katherine go odepchnęła z zaskoczenia. Dawno jej nie widziałem. Była naprawdę fajna. Ale i niezbyt silna. Zaczęła sama walczyć z tym wilkiem. Chciałem jej pomóc, ale pojawiły się kolejne, ledwo obudzone, ale zacięte. Odepchnęły mnie od Katherine, prawdopodobnie nieświadomie. Zaczęliśmy ze sobą walczyć.
- Katherine! - zawołałem. - Katherine!
- Dry! - Odpowiedział mi cichy już głos. Próbowałem walczyć. Dla siebie, dla sfory, dla Katherine! Przecież... jeszcze niedawno rozmawialiśmy. Na początku wojny. A teraz, los nas w ogóle rozdzielił. Była mimo wszystko silną suczką i wiedziałem, że za moment się zobaczymy. Jednak chciałem jej pomóc.
Walczyliśmy jeszcze chwilę, straciłem zupełnie orientację. Gdzie jest Katherine, a gdzie wyjście z kręgu ognia? Czułem powoli opuszczające mnie siły i krew. Wtedy ktoś mnie zawołał.
- O, Dry! - usłyszałem. Wołanie było przerywane walką - Jesteś! Słuchaj, musisz się przenieść!
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz