Pobiegłam z powrotem do groty, w której pracują medycy. Od miejsca, w którym się znajdowałam, było to trochę daleko. Przyspieszyłam, by przybyć tam wcześniej.
Gdy tylko weszłam, słyszałam jęki, rozmowy i westchnięcia. Zdążyłam się do tego przyzwyczaić.
Wyjrzałam przez otwór jaskini, który służy za okno i poczułam, że bardzo brakuje mi Navydeer. Westchnęłam cicho i poszłam w kierunku najbliższego pacjenta.
- Ktoś ty? - sierść na jego szyi się zjeżyła.
- Verona. Lekarz w SPG Forever i to od dawa. - podałam mu łapę. Niechętnie uśmiechnął się, co było widać. Z jego łapą nie było najlepiej, chociaż wyraźnie starał się to ukryć. Czasem trafiają się takie przypadki.
- Słuchaj... - zaczęłam. - Daj mi obejrzeć tą łapę, a nie się buntujesz. Będzie łatwiej tobie i mnie.
- No dobra. - burknął nieznajomy pies patrząc na mnie spode łba.
***
Wieczorem, kiedy mogłam chociaż na chwilę wyjść, spotkałam się z Fretsem. Poszliśmy na krótkie polowanie. Jak się chce, to można cieszyć się nawet z dwóch upolowanych królików. A my chcieliśmy.
Frets? Sorry, że krótko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz