Zagryzam dolną wargę. Wprawdzie dopiero niedawno go poznałam... ale prawda jest taka, że z nim czuję się lepiej. Lepiej niż podczas samotnego spędzania czasu.
Przypomina mi się nasze pierwsze spotkanie. Frets zabrał mnie wtedy na łąkę, a ja jak głupia zwiałam. Następnego dnia przeprosiłam, wtedy doszło do tego, że się zaprzyjaźniliśmy, a przecież wiadomo, że przyjaźń pomiędzy psem i suczką w zazwyczaj kończy się czymś więcej... Później te awantury... a teraz coś takiego.
W oku kręci mi się łza, lecz nie smutku, tylko szczęścia. Ocieram ją i uśmiecham się.
- Jeszcze się pytasz? - szepczę, a widząc zdziwioną minę Fretsa, odpowiadam: - Tak. Tak, bardzo chcę.
Wtulam się w jego miękką sierść. Nie wiem, jak szybko w tej chwili mija czas. Może to parę minut, godzin a nawet dni. To się teraz nie liczy. Liczy się tylko on. Zamykam oczy i wdycham z zadowoleniem. Wreszcie mogę być w miarę spokojna.
Nawet nie zauważam, że odpływam.
***
- Verona! - ktoś mną potrząsa. - Verie!
Otwieram oczy. Nade mną stoi Frets. Zaraz... A no tak. Już sobie przypominam. Frets jest teraz moim partnerem. Jak wspaniale.
- Zasnęłam? - pytam półprzytomnie.
- Wychodzi na to, że tak. - odpowiada.
Frets? :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz