Jest zima, praktyczne każde miejsce jest zamarznięte. Prawie każde zwierzę i każdy owad który hibernuje poddał się już żywiołowi mrozu i zasnął. Jedynym miejscem które nie zostało pozbawione kolorów była pewna łąka. Były na niej jeszcze skrawki trawy i kwiatków. Łąka była przedzielona rzeką która już zdążyła zamarznąć na tyle by spokojnie po niej przejść. Tego dnia właśnie spacerowałam po niej i wpatrywałam się w ryby płynące pod grubą warstwą lodu. Myślałam sobie „ jak im nie jest zimno ?”. Szłam za nimi jak zahipnotyzowana. Mój trans przerwały cienkie szczeki. Szybko uniosłam głowę i czujnie rozejrzałam się w około. Po przeciwnej stronie rzeki zobaczyłam jakiegoś psa. Koło jego nóg skakały małe puszyste kulki. Od razu widać było że to jego szczeniaki, było ich dość sporo. Podeszłam powoli do niego, nie wyglądał jak z watahy wrogów. Wydawał się bardziej przelotnym turystom.
- Czy wszystko u ciebie w porządku ? – Zapytałam. Pies wydawał się wyczerpany.
- Raczej nie. –Odpowiedział tak wyczerpanym głosem jakby zaraz miał zdechnąć, po czy schylił łeb ze smutkiem.
Między naszymi nogami ganiały się wesołe szczeniaki. To było dla mnie dobijające przeżycie, przecież ja nienawidzę dzieci. Miałam ochotę wykopać jedno po drugim w stronę księżyca, ale one nie są same, a mi się nie chce zadzierać z ich ojcem.
- Mogłabyś się nimi zająć na pół godzinki ? – Powiedział tak szybko jakby wszystkie siły w jednej chwili mu powróciły. Nie czekał na moją odpowiedź. – Dzięki . – Powiedział prędko i pobiegł ile sił w nogach za najbliższą górę. Nie miałam czasu odmówić więc uznałam że mu pomogę.
- Ale zaczekaj, ile ich jest !!!! – Wrzasnęłam z całego głosu.
Za pagórka wydobył się już nie tak wyraźny jak wcześniej dźwięk „ piętnaście”. Nie mogłam sobie wyobrazić opieki nad tyloma szczeniakami. Stałam jak wryta patrząc się wciąż w stronę pagórka za którym zniknął pies. Nagle szczek szczeniąt stawał się coraz cichszy, postanowiłam je policzyć żeby sprawdzić czy są wszystkie.
- Dobra, jeee…den – Gdy się odwróciłam nie było ani jednej kulki. Zaczęłam oglądać się w wszystkie strony. Wtedy coś usłyszałam.
- Szybko zaraz je dorwiemy !!! – Powiedział jeden cieniutki głosik. To były szczeniaki. Biegły za chmarą kolorowych motyli. Zaraz, skąd do diabła się wzięły motyle w zimie ? Ale to nie było teraz najważniejsze, musiałam złapać wszystkie szczeniaki. Szybko pobiegłam w ich stronę, miałam nadzieję, że się nie rozdzielą . To był chyba mój pechowy dzień, zanim się zorientowałam miałam przed sobą tylko sześć maluchów. Udało mi się je w mgnieniu oka złapać, lecz jak je utrzymać w miejscu ? W pobliżu był szlak dla turystów, a gdzie jest szlak tam też są ludzie, a gdzie są ludzie tam są oczywiście różne śmieci pozostawione po spacerach. Od razu znalazłam duże pudło i zaciągnęłam je na łąkę. Wsadziłam złapanych uciekinierów i poszłam poszukać reszty. Piątka szczeniąt chyba tak jak ja zahipnotyzowały się w rybach w rzece. Lecz rzeka kierowała cię w stronę jeziora, tam lud nie był już taki gruby. Musiałam je szybko złapać, bo mogą wpaść pod lud i się utopić. Próbowałam złapać wszystkie na raz, lecz trudno utrzymać pięć grubych kulek w paszczy, w zasadzie poza nią też nie jest łatwo. W końcu udało mi się je zmusić do posłuszeństwa i wsadziłam je do reszty rodzeństwa. Kolejne trzy szczeniaki siedziały na kłodzie w lesie, z nimi poszło najłatwiej. Po złapaniu chyba wszystkich szczeniaków zaczęłam liczyć.
-Raz, dwa, trzy…czternaście. Zaraz gdzie jest piętnasty.- Policzyłam kolejny raz mając nadzieję, że to tylko moja pomyłka, lecz zakończyło się tak jak wcześniej. Gdy już myślałam, że już po mnie usłyszałam ciche kopanie wśród traw. Gdy zorientowałam się że to ostatni szczeniak nie mogłam uwierzyć, że on przez cały czas bawił się pod moim nosem. Gdy ich opiekun przyszedł trochę się zdziwił, że szczeniaki są w pudełku po hot-dogach, ale nie pytał o szczegóły. Szczeniak też nie pisnęły ani słówka o ich przygodzie. Mogłam nareszcie odpocząć, nic nie plątało się między moimi, a ja mogłam w końcu się położyć na resztkach trawy i liczyć chmury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz