
- Pewnie, że tak. - zdałam się na lekki uśmiech.
Chili też się uśmiechnęła. Stwierdziłam, że tak naprawdę nie była wredna, choć na początku tak mi się zdawało. Okazało się, że jednak można było się dogadać.
Otrzepałyśmy się z wody. Wtedy skądś rozległ się pełen oburzenia głos:
- EJ!
Szukałyśmy wzrokiem "tego kogoś", kto tak krzyczał.
- Kim jesteś? - spytałam w kierunku, z którego dobiegał głos.
- Jestem Devie. - odpowiedział ktoś. Wyszedł. Była to wiewiórka.
- Co ci tak przeszkadzało? - zapytała Chili wiewiórkę.
- To, że na mnie nachlapałyście. - burknął Devie.
- No to wybacz. - powiedziałam.
Devie w końcu przestał się wkurzać i sobie poszedł. My zostałyśmy same.
<Chili?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz