środa, 23 kwietnia 2014

Od Doris

Zastygłam w bezruchu, uważając, żeby żaden liść obok mnie nagle nie zaszeleścił. Bałam się oddychać. Koń był coraz bliżej, dobrze wybrałam kryjówkę, tylko tu rosną takie apetyczne dla kopytnych kwiatki. Zwierzę schyliło łeb, zaczęło skubać. Już naprężyłam wszystkie mięśnie, gotowałam się do skoku, gdy nagle...
- O, witaj, Doris - usłyszałam. Podniosłam oczy. Koń, znaczy się mój obiad, pognał w las. Z krzaczorów wyłonił się Nero.
 Zacisnęłam zęby, żeby powstrzymać się od wyrzucenia z siebie paru przekleństw.
- Witaj.
- Co się stało, że taki wściekły wzrok? - Zagadnął wesoło.
- Właśnie spłoszyłeś mi obiad - warknęłam, wstając i z godnością otrzepując się z igliwia.
- O, wybacz. Nie chciałem. Co za szczęście, że tereny sfory są tak bogate w zwierzynę, z pewnością szybko znajdziesz drugi - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Tak, niewątpliwie. 
 Odwróciłam się i zrobiłam kilka kroków. Zawahałam się jednak.
- Masz coś dzisiaj do roboty? - Spytałam, nie patrząc na Nera.
- Nie, bo co?
- Nic. Nudzi mi się - powiedziałam z naciskiem - Chyba że nie masz ochoty na przebywanie w towarzystwie?
- Skądże, mam.
- Wspaniale. Wyjdźmy z tego lasu i chodźmy na plażę.

< Nero? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz