środa, 19 marca 2014

Od Merlyn

Trochę mnie to wszystko przytłaczało. Nie znałam nikogo poza Drinem. Przez kilka dni nie spotkałam żadnego psa! No i to całe zamieszanie spowodowane Rudą Wiedźmą. Wspomniał mi o nim Drin, ale w ogóle nie wyjaśnił, o co chodzi. A przecież chciałabym pomóc... Tylko jak, jak nic nie wiem?
Większość czasu spędziłam w Zielonym Tunelu. Pełno tam zieleni, łatwo więc mi było złapać pałętające się tu myszy. Nie czułam się głodna, nie wiedziałam więc powodu, żeby wyjść. W końcu nie żyłam myślami, że to ktoś sam przyjdzie i wyruszyłam z misją znalezienia innego psa.
Długo czekałam w Miejscu Narad. Nikt się nie stawił. Wieczorem dałam sobie spokój i zawędrowałam aż rzekę. Było jednak późno. Zmęczona, padłam jak nieżywa pod drzewem i niemal natychmiast zasnęłam.
Rankiem obudził mnie chlupot wody. Podniosłam głowę, by zobaczyć, co to spowodowało. Z miłym zaskoczeniem zorientowałam się, że to pies! Zerwałam się na równe nogi i wskoczyłam za nim do wody.
A raczej za nią.
- Hej! - zawołałam.
Odwróciła się.
- Kim jesteś? - spytała podejrzliwie.
- Nazywam się Merlyn. Jestem tu nowa. mogłaś mnie nie widzieć. - raczej na pewno mnie nie widziałaś, dodałam w myślach. - A ty?
- Ja tu jestem od dawna. - spostrzegła swoją gafę i szybko dodała. - Jestem Shadow. Co tu robisz sama?
- Czekałam na kogoś.
- Kogo?
No tak. Niezbyt to sprecyzowałam.
- Kogokolwiek. Dasz wiarę, że jesteś pierwszym psem, którego spotkałam? - zaśmiałam się.
Chlapnęła na mnie wodą.
- A Drin? - warknęła. O co jej chodzi? Najpierw była miła, a teraz znowu taka podejrzliwa.
- No, to alfa... Alfę znają wszyscy... - wymamrotałam, speszona.
- Sorry. - wbiła wzrok w taflę wody. - Nie można inaczej.
- Czemu?
- Takie czasy. - skwitowała.
Odwróciła się i ruszyła przez wodę, chlapiąc mnie wodą w oczy. Nie byłam pewna, czy ruszyć za nią, czy to był już koniec rozmowy. Rozwiała jednak moje wątpliwości.
- Chyba przeczysz chartom, ślimaku!
Skakałam w wodzie jak sarna przez nieskoszone pole. Kiedy zrównałam się z Shadow, ta dała susa w bok i zaczęła tarzać się w piachu na brzegu. Stanęłam nad nią, a ona patrzyła na mnie wielkimi oczami. I chociaż wiedziałam, że jest starsza, wyglądała zupełnie jak szczeniak.
Sypnęła na mnie piachem, śmiejąc się. Zaczęłyśmy prawdziwą piaskową bitwę.
- Ja wygrałam! - wykrzyknęła, kiedy wypluwałam resztki piachu z gęby.
- Any my się sni! - wymamrotałam niezrozumiale.
- Co mówisz? Hm? Nic nie rozumiem! - śmiała mi się prosto w twarz, brykając jak jakie źrebię.
Pozbyłam się piachu i napiłam wody.
- Dałam ci fory, młoda. - pchnęłam ją barkiem.
- Taa, jasne. Zobaczysz kiedyś, że mi nie trzeba ustępować.
- Bitwa na poduchy? - zaśmiałam się.
- No przecież! - wciągnęła mnie do wody.
- Nie, nie, nie! - wiłam się jak piskorz. Nie mogłam utrzymać równowagi na trzech łapach, w dodatku w wodzie. Do uszu, nosa i gardła wlała mi się woda. Tak to ja nie nurkuję! Jakimś cudem odepchnęłam się do dna i dopłynęłam do brzegu. - Co ty robisz?! - wrzasnęłam.
- No co?
- Po pierwsze, już się wymęczyłam. Po drugie, n i e w c i ą g a s i ę d o w o d y!!!
- Dobrze, dobrze, przepraszam.
- Mam dla ciebie zadość uczynienie. - zaśmiałam się.
- Tak? - machnęła ogonem. Akurat, żeby wysłać w moją stronę falę piachu.
- Tak. - otrząsnęłam się z niego. - Nic nie wiem o sforze. O psach jak i o tej całej sytuacji z... Rudą Wiedźmą, tak? - chciałam się upewnić.
- Tak! - syknęła. - Ale cicho.
- Sorry. - mruknęłam. - To... jak? Mój przewodniku?

<Shadow?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz