- Jason! Spokojnie, chwilowo to wcale nie pomagasz, krzykiem niczego nie zdziałasz! Ważne, że mają choć nadzieję! - Krzyknęła wstając. - Yyy, przepraszam.
- Nie, nie...nic się nie stało, faktycznie nie potrzebnie tak dramatyzuje, ale co do tego, że się starają to im nic nie da... - Powiedziałem tym razem spokojnie.
- Tak, ale co my więcej możemy. Przecież, skoro oni nie dadzą rady, to nas dwoje tym bardziej nie da rady...
- Tak...masz rację, ale ja i tak się postaram, pójdę i popatrzę, czy gdzieś nie dzieje się coś dziwnego, może zdołam wcześniej zaalarmować wszystkich. - Szybko wybiegłem z jaskini. - Tylko uważaj na siebie, nie wychodź z jaskini. - Krzyknąłem jeszcze na pożegnanie.
- Ale Jason to nie bezpieczne! Czekaj! - Lecz było już za późno...wybiegłem na zewnątrz. Nie było tam żywej duszy, szedłem sam po głównej drodze, gdzieniegdzie widziałem kryjące się matki ze szczeniętami, chowające swoje pyszczki w głąb jaskiń. Szedłem tak długo, aż w końcu natrafiłem na nieznane mi jak dotąd pole. Stało tam jedynie jedno małe drzewko. Na ziemi rosło pełno pięknych, kolorowych kwiatów. Właściwie była noc, a od niego biło dziwne światło. Niebo było pełne gwiazd... Nagle drzewo zaczęło się jakby poruszać, potem kiwać, a następnie zastygło w miejscu. Zobaczyłem jakby koło niego zaczęła się wynurzać dziwna postać (kucnąłem, aby mnie nie dojrzała) potem druga i trzecia, po czasie było ich tam pełno. Wyglądało to jak wielka czarna chmura z jedną rudą kropką na samym środku, od razu ją rozpoznałem, to była " Ruda Wiedźma" ! Szybko i nie postrzeżenie ruszyłem do Drina.
Gdy dotarłem do jego jaskini nie zastałem tam go. Był tam tylko Hockey. Szybko opowiedziałem mu o ''jej'' nadejściu. Hockey bez namysłu wybiegł z jaskini (prawdopodobnie po to, by zawiadomić o tym Drina).
< Hockey? Teraz niech wszyscy się w to zaangażują. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz