niedziela, 30 marca 2014

Od Cete

Szłam przez jakąś szeroką, rzadko uczęszczaną leśną dróżkę, o czym świadczyły zarośnięte pobocza i różnobarwne, zeschnięte liście poukładane kolejno na błotnistej drodze. Tegoroczna jesień bowiem była czymś niezwykłym. Z jednej strony chciało się skakać z radości na piękno otaczającego nas świata, a z drugiej - wprawiała ona w coś na kształt zadumy, rozważania, przemyślenia swoich uczynków i zachowań. Nie wiem dlaczego, ale nagle wpadłam na dość niemądry pomysł. Zamknęłam oczy i szłam przed siebie ostrożnym, czujnym krokiem. Widocznie nie był on na tyle rozważny, gdyż co mniej więcej cztery, pięć metrów wpadałam na jakieś drzewo, wydając z siebie ciche sapnięcie bądź jęknięcie. Kierowałam się tylko zmysłem dotyku, a właściwie jeśli mamy być szczerzy to żadnym zmysłem. Po prostu szłam przed siebie.
- Nic ci nie jest? - usłyszałam za sobą poważny głos. Otworzyłam oczy. Najpierw w milczeniu przyglądałam się obcemu psu, potem otworzyłam pysk aby coś powiedzieć, jednak po chwili go zamknęłam.
- Nieee... Raczej nic - wydusiłam z siebie, trochę zaskoczona tym nagłym, niespodziewanym spotkaniem. Pies przewiercał mnie bacznie wzrokiem. Miał popielatą, krótką sierść i co zwróciło mają szczególną uwagę - mocno bursztynowe, prawie rubinowe oczy.
- To dobrze, bo myślałem... znaczy słyszałem... - wahał się. Już na pierwszy rzut oka można było powiedzieć, iż rozważnie wypowiada słowa, zastanawiając się nad nimi. Najwyraźniej nie zależało mu na tym, aby mnie zranić lub pozbyć się.
- Przepraszam za moje zachowanie - odpowiedziałam starając się zrobić najpoważniejszą minę na jaką mnie stać, acz nie wychodziło mi to za bardzo.
- Nic się nie stało - pies wyszczerzył się w szerokim uśmiechu, który po prostu musiałam odwzajemnić. - Jestem Hockey - przedstawił się.
- Cete - podałam mu łapę.

< Hockey? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz