- Fart! - wrzasnęłam. Nie wiem nawet, czy mnie usłyszał. Był zbyt zajęty walką.
- Cour, żyjesz?! - krzyknął do mnie Drin.
- Żyję! - odpowiedziałam i zaczęłam gorączkowo myśleć. Pomóc im czy korzystać z okazji i wiać, i sprowadzić pomoc? Szybko wybrałam to drugie.
- Lecę po pomoc! - zawołałam w przestrzeń i pognałam w stronę lasu. Już po chwili natknęłam się na Seth'a.
- Seth, pomóż! - wydyszałam ostatkiem sił i upadłam na igliwie całkowicie bez tchu - Tam... wilki... - machnęłam łapą w kierunku, skąd przybiegłam. Seth najwyraźniej niewiele rozumiał, ale posłusznie ruszył we wskazaną przeze mnie stronę. Natomiast ja poleciałam dalej. Miałam zamiar zwerbować jeszcze co najmniej kilka psów.
- Hast, natychmiast biegnij w stronę wąwozu - powiedziałam stanowczo do mijanego potomka Ami. - O nic nie pytaj, musisz walczyć z wilkami. Ja nie mogę, jestem w ciąży.
- Nie wiedziałem - ożywił się. - Okej, już lecę.
Nie mogłam już biec tak szybko. Zaczęłam się wlec przed siebie, byle tylko kogoś znaleźć...
Po kilku minutach wysłałam na miejsce walki jeszcze Dry'a i Axela. Dopiero po dłuższej chwili stwierdziłam, że warto by było do nich zajrzeć. Leciałam z nóg, ledwo mogłam truchtać, i gdy dotarłam tam, gdzie zostawiłam Farta, aż usiadłam ze zmęczenia i przerażenia.
<Fart? Ew. Dry/Axel/Seth/Drin/Hockey?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz