Nie tym razem.
Nie próbowała rzucać we mnie kamieniem. Nie krzyczała 'Wynoś się stąd!'. Nie uderzyła mnie. Nie wymachiwała kijem w moją stronę. Jej dotyk był inny, delikatny, lecz również dziwny (ciekawe, skąd ten brak sierści na łapie).
I jeszcze ten koc! Oddała nam go od razu.
Jednakże najbardziej zaskoczyła mnie jedna rzecz. Coś, czego się nie spodziewałem, co nawet nie przyszło mi do głowy i w ogóle nie potrafiłem tego zrozumieć.
Brook zaufała człowiekowi.
Ta myśl rozbrzmiewała echem w mojej głowie do końca tego dziwnego dnia.
***
Następnego dnia ja i Brook wybraliśmy się na spacer po terenach Sfory.- To... - odezwała się moja partnerka. - Twoje marzenie już spełnione. - uśmiechnęła się do mnie.
- Racja. - pokiwałem głową. - Teraz pora na kolejne twoje. - na moim pysku również zawitał uśmiech. Powiedziałem to, ponieważ nie wiedziałem, czego ja najbardziej chcę oprócz włamania i lotu na Księżyc.
Wadera zastanowiła się.
- Seth... - zaczęła. - A może pomyślimy o naszym wspólnym marzeniu? Znajdźmy coś, w czym będziemy oboje zgodni.
Niezły pomysł, pomyślałem.
- Brook... - Spojrzałem na nią z uznaniem. - Ty naprawdę potrafisz myśleć.
Przewróciła oczami, ale nadal się uśmiechała.
- Dzięki. To była najmilsza rzecz, jaką kiedykolwiek od ciebie usłyszałam. - powiedziała. - To jak z tym wspólnym marzeniem?
Zastanowiłem się. Czego jeszcze mogliśmy pragnąć?
Trudne początki naszej znajomości zakończyły się partnerstwem. Spełniliśmy marzenie Brook, czyli ognisko, na którym będą wszyscy członkowie Sfory, a także moje, dosyć specyficzne - włamanie do jednego z domów w Pyskowicach. Byliśmy szczęśliwi. Czy naprawdę zostało nam jeszcze coś, czego nie zrobiliśmy?
Brook niecierpliwiła się, lecz wyraźnie starała się tego nie okazywać.
- Jeśli znajdzie się coś, czego jeszcze nie zrobiliśmy, a oboje tego chcemy, to oczywiście, że tak. - odpowiedziałem.
Brook? Krótkie wyszło, brak weny...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz