Nageezi nagle się zerwała. Bez ostrzeżenia, odbiegła. Patrzyłem za nią, jak zaczyna biec. Na początku chciałem ją gonić, nadal bawiąc się w berka. Ale ona przestała się bawić.
- Nageezi! - Krzyknąłem, kiedy ta osiągała oraz większą prędkość. Wstałem i już chciałem za nią biec, ale nie dostatecznie szybko zareagowałem. - Ezz!
Scott patrzył to na mnie, to za nią.
- Co jest? - Spytał.
- Jesli cię poproszę, to poczekasz tu? - Zapytałem. Dość nierozsądnie, ale.. Jakby nie miałem wyjścia.
Szczeniak pokiwał głową niepewnie.
- Ale wrócisz..?
- Mhm. Jasne, mały. Wrócę. Obiecuję ci, że wrócę.
Odbiegłem. Po zapachu znalazłem suczkę. Zatrzymała się, nie odwzajemniła mojego wzroku.
- Ezi? - Szepnąłem.- Co się stało?
Nageezi? Sorry, że takie krótkie :/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz