Martwiłam się o Winnera. Widać było, że coś go martwi. Wreszcie otworzył pysk. Przez moment panowała cisza, która wydawała się trwać wieczność. Przez ten jeden moment zdążyłam zastanawiać się, o co chodziło. Co powie, co go martwi...
- No bo wiesz, Ivy... Zbliża się ostateczne starcie i nie wiadomo, kiedy będzie i kto przeżyje. Ja nie mogę przestać o tym myśleć. – powiedział.
Później chciał coś jeszcze dodać, ale go przytuliłam i przestał mówić. Nie wiedziałam aż, co mu powiedzieć. Współczułam mu. To mój partner, jest wojownikiem i będzie musiał tam walczyć. Nie wiadomo, czy przeżyje. Miałam jednak nadzieję, że wszystko skończy się dobrze.
- Win, nie zamartwiaj się tak. – szepnęłam. – Ja wiem to wszystko, a nie widziałam nigdy wojny. Boję się tego, co będzie. Ale nie pora na to. Zamiast o tym tyle myśleć, można się do tego przygotować, albo robić inne rzeczy.
- Tak, wiem... – westchnął.
Pocałowałam go.
- Wszystko będzie w porządku. – uśmiechnęłam się.
Winner? Brak weny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz