- Jasne. - uśmiechnął się.
Ruszyliśmy do stołówki. Jonah wziął kawałek sarny, a ja królika. Zajęliśmy wolne miejsca. Jedliśmy, nic do siebie nie mówiąc. Z mojej "twarzy" zniknął wesoły uśmiech. Znów w głowie główną myślą był mój tata. Zakryłam swoje oczy łapą. Nie minęła sekunda, a już łzy zaczęły mi spływać po "policzkach".
- Heaven... Co się stało? - zapytał mój przyjaciel.
- Mój tata... Jest w śpiączce. - zwierzyłam się mu.
Razem z Jonah'em wracaliśmy do domu. Nie chciałam iść z rodzeństwem, szczeniak tak samo. Oboje mieliśmy grobowe, smutne miny. Miło mi było, że mogłam się zwierzyć. Jonah był prawdziwym przyjacielem.
- Wiesz... Może gdzieś tak za godzinę pójdziemy do Twojego taty? - zaproponował.
- Jasne, tylko muszę o tym powiedzieć mamie. Widzimy się przed szpitalem?
Ten potaknął. Pożegnaliśmy się i poszliśmy do swoich domów. Na szczęście mama zgodziła się. Powiedziała, żebym czekała na nią w szpitalu, to ona też przyjdzie. Gdy wyszłam z jaskini, akurat przyszło całe moje rodzeństwo. Bez wymienionego z nimi słowa poszłam tam, gdzie umówiłam się ze szczeniakiem.
Byliśmy przed szpitalem. Śmiało weszliśmy do środka. Zapytaliśmy się jednego z współpracowników taty, czy można go odwiedzić. Na szczęście zgodził się. Poszliśmy do jaskini, gdzie leżał. Spojrzałam na Jonah'a, a potem na tatę.
Jonah?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz