niedziela, 16 sierpnia 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Greenie pokiwała szybko głową. Najwyraźniej nie o to jej chodziło. Alex przytulił ją mocniej, ale ona go odepchnęła tak, żeby pies zrobił krok do tyłu i znieruchomiała patrząc przed siebie. Pies dopiero odwrócił się na głos warczenia wydobywający się zza niego. Stały tam dwa psy rasy Pitbull z innej sfory.
- UCIEKAJ! - szepnął Alex do ukochanej, jednak ta stała i patrzyła jakby była nieobecna. - Proszę, Greenie. Teraz uciekaj. - znów szepnął żałośnie. Jednak suczka się nie ruszała. Kolejne słowa ukochanego szybko wytrącała z umysłu. Była strategiem. Szybko oszacowała zalety i wady swojego planu. Kiedyś zabiła podobnego psa. Jak on miał..? Carter. Tylko musi.. Skoczyć. Tak, skok był idealny. Żaden z psów nie spodziewałby się, że stojąca jak posąg suczka zrobi niespodziewany atak. Drugi pies skoczył na nią, ale Border przyszedł z ratunkiem i rzucił się na niego. Jeden mocniejszy zacisk szczęk Pitbulla i ktoś może zginąć. Suczka zawahała się. Nie chciała nikogo zabijać. Tu było inaczej. Ktoś chciał zabić ją. Chwila nieuwagi i przeciwnik chwycił ją za gardło. Zaczął zaciskać szczęki z ogromną siłą. Greenie ostatnimi siłami przecięła mu żyłę w górnej części przedniej, lewej łapy. Zaczęła się z niej lać krew.
- Coś Ty mi zrobiła?! - krzyknął pies próbując zatamować krwawienie.
- Przecięłam Ci żyłę. - Day wymawiała po woli słowa trzymając się za krwawiące miejsce. - Tą żyłą przepływa 30 litrów krwi na minutę. Ty masz ich tylko 5. - Po tych słowach pies wykrwawił się, a Green upadła na ziemię. Wokół niej zebrała się krew. Podbiegł Alex ze łzami w oczach.
- Greenie! - krzyknął żałośnie.
- Alex, ja poroniłam. - wyszeptała tylko.
- Wiem. Spokojnie. Zajmę się Tobą. Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się wmawiając to sobie i podniósł suczkę. - Ej, Greenie! Nie zasypiaj, tylko nie zasypiaj! - za późno, zasnęła.


Alex zrobił kilka szybkich kroków i z trzciny zrobił prowizoryczną igłę z nicią. Zaszył jej ranę i zatamował krwawienie. Był profesjonalnym lekarzem. Musiało się udać. Przyłożył głowę do piersi Aussie. Jej serce biło. Bardzo wolno i nierówno. Miała za mało krwi. Potrzebny był dawca. Zawył bardzo głośno i podniósł półżywą ukochaną. Do szpitala prowadziła prosta droga. Alex nie poddawał się i gnał co sił w jego biało-czarnych łapach. Wpadł do środka z takim impetem, że o mało nie przewrócił Verony. Podszedł do lodówki z krwią. Złapał odpowiednio oznaczoną i ugrzał. Nie miał wyjścia. Musiało to pomóc. Zabrał słuchawki, żeby posłuchać jej serca, a w tym czasie Beta zaszywał rany Greenie profesjonalnym sprzętem. Cudem było to, że serce Aussie jeszcze biło.

<Alex? Dramat 2 cz. 2 o.e >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz