środa, 29 lipca 2015

Od Jonah'a - CD historii Heaven

Zaskoczyła mnie propozycja suczki.
- Jasne. - pomyślałem chwilę. - Jeszcze pójdę do swojego domu i powiem mamie żeby się nie martwiła, okay?
- Oczywiście. - rozpromieniła się.
Tak naprawdę mogłem powiedzieć rodzeństwu o swoich planach a oni powiedzieli by mamie. Postanowiłem jednak podarować coś Heaven.
Szliśmy przez najczęściej odwiedzane przez psy miejsca. Chcieliśmy zachować bezpieczeństwo ze względu na wilki.
- Masz dziewczynę? - mruknęła Alaska.
- Heaven to nie jest moja dziewczyna. - zarumieniłem się lekko.
- To twój chłopak. - Boston zachichotał nieprzyjemnie.
- Cicho siedź matołku. - warknęła Alaska. - Zaraz powiem mamie, że dokuczasz innym.
- To zacieśnianie rodzinnych więzi - zastanowił się nad nadaniem jej obraźliwego tytułu. - panno mądralińska.
Alaska jedynie przewróciła oczami.
- Co jej dasz? - zapytała po chwili.
- Nie wiem. Myślałem, że mi doradzisz.
- Nie znam się na babskich sprawach, wybacz.
Chciałem jej powiedzieć, że przecież jest dziewczyną i napewno coś wie, ale przypomniałem sobie, że dziewczyny są dziwne. Bardzo dziwne.
- Możesz jej dać kwiatek. - zaczęła niepewnie Irish. Odwróciliśmy głowy w jej stronę przez co lekko się zarumieniła.
- Dobry pomysł. - wymamrotał Boston. - Ale lepiej żebyś upolował jej słonia.
- Słoni tu nie ma idioto. - Alaska spojrzała na niego z kamienną miną. - Jestem za kwiatkiem.
- Więc będzie kwiatek. - rzuciłem. - Wybacz Boston.

Miałem szczęście, że przed naszym domem rośnie kilka ładnych kwiatków. Znałem ich nazwy, były to stokrotki, jedna malwa i dzikie róże.
Mama była zadowolona, że znalazłem koleżankę. Pozwoliła mi tam iść, ale pod warunkiem, że odprowadzi mnie kawałek.
- Jest niebezpiecznie. - prawiła kazanie. To było gorsze niż słuchanie Bostona wieczorami. - Są wilki, możesz się zgubić...
- Chodzę sam do szkoły.
- Chodzisz do szkoły z rodzeństwem. - poprawiła mnie. - Wiesz, że ojciec Heaven przyjął mój poród?
Zrobiłem duże oczy.
- Dobrze, myślę, że dalej pójdziesz sam. - powiedziała wręczając mi trzy ładne bladoczerwone róże. Podziękowałem i poszedłem w stronę domu Heaven.
Przed wejściem do jej jaskini rozglądnąłem się niepewnie. To nie tak, że się wstydziłem. Bałem się tylko, że to nie ta jaskinia.
- Dzień dobry! - powiedziałem wchodząc.

Heaven? piękne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz