Po dotarciu na miejsce Goura i Houston omawiali postępy w polowaniu suczki.
- Jutro możemy zapolować na coś większego. - powiedział pies opierając łeb o przednie łapy.
- Słonie? - zapytała i oboje się roześmiali.
Było już ciemno. Księżyc przypominał duży, biały rogalik. Goura ziewnęła.
- Sarny i ich młode. - Hous przerwał ciszę. - Może nawet jakiegoś rannego jelenia, ale nie liczę na to.
- Nie doceniasz mnie. - parsknęła śmiechem.
- Nigdy w życiu! - przewrócił się na grzbiet. - Zrób to samo.
Goura posłusznie zmieniła pozycję.
Leżeli teraz nad niebem pełnym migoczących gwiazd.
- To jest Wielki Wóz. - Houston wskazał na układ gwiazd. - Pod spodem jest Mały Lew. - Goura zmrużyła oczy by dojrzeć Małego Lwa. - O tu. - Houston naprowadził jej ''twarz'' łapą.
Dobrze, że mam sierść, zauważyła, inaczej byłabym cała czerwona.
- Istnieje konstelacja zwana Psami Gończymi. - powiedział spokojnie.
- Czyli jesteś jej częścią? - zapytała.
- Mniej więcej. - skrzywił łeb.
- Chciałabym, żeby jedno z moich dzieci miało imię po gwieździe. - odparła.
- Dość nietypowe. - roześmiał się.
Goura była zmęczona, jednak chciała, żeby ta chwila trwała wiecznie.
- Spadająca gwiazda. - powiedział Hous. - Powiedz życzenie.
- Na głos czy w myślach?
- W głowie. - rzekł. - Albo w sercu.
Goura zdecydowała na marzenie w głowie. Chciałabym coś znaczyć, pomyślała.
Spadającej gwiazdy już nie było.
- Czas spać. - powiedziała zmęczona. Ziewnęła i ułożyła się obok Houstona.
- Dobranoc. - mruknął.
- Dobranoc. - powiedziała wtulając się w niego.
Houston? >: )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz