- Prawdopodobnie się zaczęło.
Lekarka wzięła Greenie do sali, gdzie miała urodzić. Ja ruszyłem za nią. Chciałem być przy tym. Widzieć przyjście na świat moich szczeniąt. Byłem trochę zestresowany. Co jeśli pójdzie nie tak? Co jeżeli maluchy będą chore...? Co jeśli Greenie tego nie przeżyje...? Nie, nie mogę tak mówić. Muszę zachować zimną krew.
*****
Widziałem, jak po kolei na świat przychodzą szczeniaki. Pierwszy narodził się Devo. Śliczny, mały border collie. Sasza natychmiastowo poszła się nim zająć. Jako druga przyszła nasza piękna Heaven. Aussie, podobna do Greenie. Nie chciała do końca wychodzić z brzucha swojej mamy, ale w końcu Veronie udało się ją wyciągnąć. Druga pielęgniarka poszła ją umyć i inne takie. Kto był następny? Praktycznie niemalże równocześnie wyszli Roxolanne z Horizonem. Dwa małe Aussie. Zastanawiałem się, co z drugim border collie, aż w końcu przypomniałem sobie, że Hunter nim miał być. Pielęgniarki natychmiastowo ruszyły do ostatnich maluchów. Ja z uśmiechem na to wszystko patrzyłem. Zostałem tatą. Nagle zauważyłem, że Verie próbuje obudzić Greenie. Szybko zareagowałem:
- Greenie.. Obudź się! - krzyknąłem.
Green Day?
* - Przepraszam, ale nie miałam innego pomysłu XD.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz