– Chodź. – powiedziałem i wstałem zaczynając, iść w stronę granicy sfory. Nageezi niepewnie poszła za mną i wyrównała do mnie.
– A dokąd idziemy? – spytała zaciekawiona.
– Do mojej kryjówki. – odpowiedziałem tajemniczo. Kiedy minęliśmy granicę i przeszliśmy parę metrów ukazała nam się piękna kraina.
– Pięknie… – powiedziała rozglądając się z podziwem po krainie.
– Często tu przebywasz?
– Tak, ciągle tu jestem. Tu mogę choć na chwilę zapomnieć o świecie. – powiedziałem i rozejrzałem się dookoła. Na polanę wbiegła kara klacz.
– Eris! – zawołałem.
Klacz zaczęła biec w naszym kierunku. Nageezi chciała już uciekać, ale zatrzymałem ją łapą. Kiedy klaczy stała już przed nami położyła się na trawę i parsknęła.
– Nie bój się. – powiedziałem do nageezi.
– Ja wcale się nie boję. – odpowiedziała. Wtedy wszedłem na grzbiet Eris, a klacz wstała powoli.
(Nageezi?)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz